Okładka - tradycja i przyszłość Źródło: pixabay, licencja: CC 0.
pixabay, licencja: CC 0

Tradycja jest spoiwem między przeszłością a teraźniejszością. Pozwala uporządkować rzeczywistość poprzez przywołanie wzorców, norm i przykładów. Jednakże w kulturowej rzeczywistości, która zmienia się coraz szybciej, przywiązanie do tradycji zdaje się słabnąć w kolejnych pokoleniach. Wydawać by się mogło, że im śmielej człowiek spogląda w przyszłość, tym bardziej niechętnie gotów jest zwracać się ku przeszłości i tradycji. Dwudziestowieczna literatura wielokrotnie podejmowała problem rywalizacji tradycji i postępu. Dla zrozumienia przemian współczesnego świata jest to niewątpliwie zagadnienie istotne, nic więc dziwnego, że literatura traktowała je z pełną powagą. Nie oznacza to jednak, że spotkanie starego i nowego, tradycji z postępem nie może zostać przedstawione w krzywym zwierciadle...

Już wiesz

1) Porozmawiaj z dziadkami lub rodzicami o tradycjach weselnych.

2) Wynotuj w zeszycie najciekawsze, według ciebie, przykłady.

3) Na podstawie tych rozmów oraz innych źródeł spróbuj ustalić, które z tych tradycji przetrwały do dziś, a które odeszły już w przeszłość.

4) Zastanówcie się wspólnie, co może być przyczyną tych zmian.

Wesele w Atomicach Sławomira Mrożka

Michał Kobyliński (fot.), 2006, licencja: CC BY-SA 2.5

Sławomir Mrożek

Światowej sławy polski dramaturg, pisarz, rysownik i eseista. Jako rysownik i prozaik debiutował w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, a pierwszy dramat (Policja) opublikował w 1958 roku. Znaczną część swojego życia spędził na emigracji poza Polską: w USA, we Włoszech, Francji, w Niemczech, w Meksyku. Na świecie znany jest przede wszystkim jako twórca dramatów nacechowanych (w różnym stopniu) groteską i absurdem, podejmujących przede wszystkim problematykę społeczno‑filozoficzną. Do najpopularniejszych wśród nich należną m.in.: Tango (1964), Emigranci (1974), Miłość na Krymie (1993). Opublikował również zapiski autobiograficzne (m.in. trzy tomy Dzienników) oraz tomy korespondencji (także ze Stanisławem Lemem).

Hej, wysoko ci u nas technika stanęła, wysoko...

Pan młody miał pod lasem niezły kawał laboratorium i coś ze dwa reaktory wedle cesarskiego gościńca, zaś w samym obejściu nieduży, ale schludny zakład chemicznej syntezy. Pannie młodej ojciec dawał w posagu całą siłownię, w dobrym punkcie, w samym środku wsi, przy kościele. A do tego miała w malowanym kufrze chyba ze sześć patentów z dziedziny biochemii. Nic dziwnego, że młodzi byli dobrani i rodzice obojga wnet się na małżeństwo zgodzili. I ogłoszono w Atomicach wesele.

Akuratżem walcował blachę na zimno, jak brat panny młodej przyszedł na wesele mnie zapraszać. Był ci to postawny uczony, kolega mój jeszcze z katedry. Boga pochwalił, bose nogi na słomiance wytarł i na zydlu przysiadł.

Trochę trudno nam było rozmawiać, bo tego roku odrzutowce szczególnie jakoś licznie się zleciały i pola startowe za stodołą sobie uwiły, coraz też któryś w powietrze wzlatywał i głośnym świegotem swoim słowa nasze tłumił.

– Ano, wydajemy ją za mąż! – westchnął gość. – Ino żeby awantury jakiej na weselu nie było – dodał strapiony.

– Coby miała być – odpowiedziałem. – Przecie to jest wesele pokoju, no nie?

Posiedzieliśmy jeszcze z kwadrans, popatrzyli, jak dzieci wracają drogą z uniwersytetu, jak stary Józwa zwozi do stodoły paliwo, a potem pożegnał się i poszedł.

Nadszedł dzień wesela. Trochę nieporęcznie wypadło, bo akurat w tym czasie zaczęli u nas przekształcać przyrodę.

To, co było zalesione, ucywilizowano, ale za to zmelioryzowano, zaś pustynie zalesiono. Rzekę zawrócono, żeby płynęła w drugą stronę. W związku z tym droga do kościoła wypadła nieco dalej, zaś u mnie na podwórku powstała wielka tama o poważnym znaczeniu gospodarczym, tak że drzwi się całkiem nie odmykały i z trudnością można było wyjść z domu.

Kiedym na miejsce przyszedł, akurat zaczynały się oczepiny. Druhny śpiewały:

Jak cię będą czepić,
spojrzyj do powały,
żeby twoje dzieci
czarne oczka miały.

Potem zrobiły jej elektrolizę i wyprowadziły do komory ciśnień.

Tymczasem gości przybywało. Wszyscy byli w ludowych termostatach nałożonych na granatowe garnitury kort‑tenis. Niektórym już się kurzyło ze skafandrów. Na podwórku podchmieleni piloci trzaskali z rur wydechowych. Psy szczekały.

Ale dopiero po kościele zaczęła się prawdziwa zabawa.

Stałem na przyzbie, żeby przedwieczornym powietrzem odetchnąć. Z izby dochodziły różne dźwięki muzyki dodekafonicznej, to znów syntetycznej. Coraz to buchały przyśpiewki a przytupywania. Kłębiły się, wrzały jurne siły wytwórcze. Na niebie pojawiła się gwiazda. Dzieci rzucały w nią kamieniami.

Wesele trwało w pełni, gdy jakoś przed jedenastą wyskoczył na środek młody Smyga zza rzeki, tancerz zawołany, pieśniarz i filut. Okręcił się parę razy, stanął przed orkiestrą i zaśpiewał na poczekaniu:

Już się przed wsią naszą
jasna przyszłość mości,
przez szczęście społeczeństwa
do szczęścia ludzkości!
Oj, dana, oj, dana!

Bardzo się to wszystkim spodobało. Powstał śmiech i głośne brawa. Ale już młody Pieg odbił się, wyciął hołubca, czapkę na bok skręcił i zaśpiewał w odpowiedzi:

Najpierw trzeba zacząć
od spraw moralności:
do szczęścia społeczeństw
przez ducha czystości!
Hop, dziś!

Na to znowu śmiech i brawa. Poniektórzy zaczęli krzyczeć na Smygę, żeby Piegowi się odciął. Ale ten nic nie rzekł, jeno cichaczem Piega zaszedł i niespodziewanie wypalił go głowicą atomową, co ją miał schowaną za pazuchą. Pieg zatoczył się i zaczął promieniować, ale zdążył jeszcze guzik u surduta nacisnąć i z wyrzutni, co ją miał ukrytą w prawej nogawce, rakietę średniego zasięgu prosto w czoło tamtemu puścił. Byłby niewątpliwie Smygę wykończył, gdyby nie to, że mu ostatni człon rakiety nie odpalił i przez to nastąpiła dewiacja z kursu. Cofnął się Smyga, zakołysał i oparł o barierę cieplną, ale ta pękła i Smyga poleciał w głąb temperatury, przy stale wzrastającym jej współczynniku.

– Ludzie, co robita?! – zawołał ojciec panny młodej, wskazując na staroświecki, ścienny licznik Geigera.

Ale już gwałt się podniósł i rwetes, i na środku izby zaczęły szybko wyrastać ogromne niebieskie paprocie – zwyczajna rzecz przy wzmożonej radioaktywności w zamkniętym pomieszczeniu. Już i inne rakiety latać zaczęły, jeden tylko Bańbuła zachował przyzwoitość i konwencjonalnie rżnął nożem. Wtem gwizd ostry się rozległ. To gospodarz, widząc, że inaczej gości nie uspokoi, skoczył do domowego rezerwuaru, odkręcił kurek i gazy bojowe na izbę puszczając, rozpoczął zakażanie. Rzucili się wszyscy do kombinezonów, ale mój okazał się nieszczelny, ponadto śpiący już trochę byłem, więc postanowiłem zaniechać zabawy i pomału do domu się zbierać.

Noc była jasna, bo od zagrody, gdzie odbywało się wesele – takie promieniowanie biło, że bez trudu drogę znajdywałem. Szło się rześko, bo deszczyk radioaktywny też skropił raz i drugi. Trochę mi tylko to przeszkadzało, że czułem ssanie w organizmie, no, ale po zabawie – to rzecz zwyczajna – no i to, że zaczęły mi wyrastać dodatkowe nóżki, po trzy pary z każdej strony, zielony róg na czole, a na grzbiecie chitynowy pancerzyk. Jakoś jednak dobrnąłem do chałupy, przelazłem przez szparę w ramie okiennej i znalazłszy sobie zaciszne miejsce na listwie za szafą, z dala od pająków – zasnąłem spokojnie, rozpamiętując, jak to było na tym hucznym weselisku.

Ćwiczenie 1

Przedstaw swoje wrażenia z przeczytanej lektury.

Ćwiczenie 2

Spośród przedstawionych w teście twierdzeń wybierz prawdziwe.

Stylizacja wypowiedzi i jej efekty

Definicja: Stylizacja wypowiedzi

Kształtowanie warstwy językowej wypowiedzi, zwłaszcza literackiej, na wzór stylu charakterystycznego dla określonej epoki, konkretnego gatunku, autora, środowiska lub pewnej społeczności. Stylizacja polega na wprowadzeniu do stylu danej wypowiedzi cech typowych dla stylu naśladowanego. Cechy te powinny umożliwić odbiorcy rozpoznanie naśladowanego stylu.

Stylizację wypowiedzi na podobieństwo gwar ludowych nazywamy stylizacją gwarową lub dialektyzacją.

Ćwiczenie 3.1

Zapoznaj się z definicją stylizacji wypowiedzi. Następnie wskaż w tekście opowiadania Sławomira Mrożka te elementy, które świadczą o stylizacji narracji na gwarę ludową.

Ćwiczenie 3.2
Ćwiczenie 3.3
Ćwiczenie 3.4

Nazwij zabiegi, którymi posłużył się pisarz, by nadać opowiadaniu komiczny charakter. Zanotuj wnioski, porządkując je według następujących kategorii:

  • komizm językowy,

  • komizm sytuacyjny,

  • komizm postaci.

Zadaniowo

Ćwiczenie 4

Pojęcie „groteska” powinno być ci już znane. Jeśli masz wątpliwości, przypomnij sobie jego znaczenie, korzystając z podręcznika lub Słownika terminów literackich. Następnie zastanów się i odpowiedz na pytanie: czy Wesele w Atomicach można nazwać opowiadaniem groteskowym? Uzasadnij swoją odpowiedź, odnosząc definicyjne cechy groteski do tekstu Sławomira Mrożka.

Ćwiczenie 5

Nawiązując do rzeczywistości przedstawionej przez Sławomira Mrożka w opowiadaniu Wesele w Atomicach, przygotuj zaproszenie na uroczystość, które gospodarz mógłby wręczyć zapraszanym gościom. Postaraj się zachować styl właściwy tekstowi Mrożka i charakter wykreowanej przez pisarza rzeczywistości.

Ćwiczenie 6

Przygotuj dłuższą wypowiedź pisemną (w formie rozprawki), w której rozważysz miejsce i znaczenie tradycji we współczesnym, dynamicznie zmieniającym się świecie. Czy dla ciebie – współczesnego człowieka – tradycja jest wsparciem, czy raczej balastem? Przeanalizuj problem starannie. Zadbaj o przekonujące uzasadnienie swoich sądów.