OKładka - znakomity potencjał Źródło: pixabay, licencja: CC 0.
pixabay, licencja: CC 0

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak ocenilibyście człowieka i jego świat, gdybyście mogli spojrzeć z innej perspektywy, np. „z zewnątrz”? To intrygujące zagadnienie inspiruje filozofów, uczonych, artystów. Pytanie to odnajdziemy również w literaturze. Często pojawia się w fantastyce, zwłaszcza w fantastyce naukowej. Wynika to z rozpowszechnienia w tego typu pisarstwie obcych, nieludzkich form życia i inteligencji. Nierzadko motyw ten wykorzystywany jest wyłącznie jako przejaw atrakcyjnej dla odbiorcy egzotyki i niesamowitości. Niekiedy jednak stanowi on punkt wyjścia do refleksji nad człowiekiem, człowieczeństwem i nad cywilizacją przez ludzi tworzoną.

Już wiesz
Dla zainteresowanych

1) Czy człowiek może ocenić ludzi oraz ich działania i wytwory niezależnie od ludzkiego sposobu myślenia i postrzegania rzeczywistości? To trudny problem, zasługuje on więc na staranne rozważenie. Sformułuj wnioski, pamiętając o tym, by odpowiednio je uzasadnić.

2) Jeśli znasz jakieś teksty kultury – literackie, filmowe lub inne – w których dostrzegasz próby takiego spojrzenia na rodzaj ludzki „z zewnątrz”, przywołaj je i zaprezentuj.

Nieingerencja Janusza A. Zajdla

domena publiczna

Janusz Andrzej Zajdel

Polski pisarz i fizyk, jeden z najważniejszych reprezentantów nurtu fantastycznonaukowego w polskiej literaturze. Do najwyżej cenionych jego powieści należą: Cylinder van Troffa (1980), Limes inferior (1982), Paradyzja (1984). Prezentowane opowiadanie Nieingerencja po raz pierwszy ukazało się w zbiorze Iluzyt, opublikowanym w 1976 roku.

Ukryty za kępą gęstych krzewów Numi bacznie obserwuje małą, ruchliwą postać. Z rutyną wytrwałego badacza rejestruje w świadomości drobne, lecz istotne szczegóły, z rzadka tylko uciekając się do pomocy ekstrapolatora wyciąga przejrzyste wnioski.
”Długa jeszcze przed nimi droga, ale rozwiną się, bez wątpienia rozwiną się wspaniale. Mają wszelkie warunki. Na przykład ta niezwykła, unikalna wprost budowa ciała... To im daje szansę szybkiej ewolucji w bardzo korzystnym kierunku...”
Z przyjemnością prawdziwego znawcy przedmiotu Numi zauważa różne drobiazgi dla laika może nieistotne i niedostrzegalne, lecz jakże ważne z punktu widzenia perspektyw rozwoju:
”Te dolne kończyny, dość krótkie wprawdzie, ale zupełnie niezłe. Inna rzecz, że ich trochę przymało, ale za to wyrostki chwytne redukują się już ponad wszelką wątpliwość. Przy zupełnym braku ogona oznacza to pewien utrwalony już sposób poruszania się, bardzo interesujący z punktu widzenia biomechaniki. No i, oczywiście, te górne kończyny... W całości – znakomity materiał ewolucyjny!”
Na podstawie swej rozległej wiedzy i bogatego doświadczenia, korzystając z pomocy ekstrapolatora, Numi potrafi wyobrazić sobie dość dokładnie typ cywilizacji, jaką będą zdolne wytworzyć te istoty, stojące dziś u stóp drabiny rozwojowej.
Numi przeczuwa piękno kształtu i barwy tych przedmiotów, ozdób, naczyń, które zastąpią widziane w osadzie nieudolne wyroby z kamienia i gliny; wyobraża sobie piękne gmachy i posągi, które w dalekiej przyszłości zostaną stworzone przez te sprawne, wielopalczaste kończyny.
”Stworzą pismo, poezję, literaturę, muzykę... Ich ciała staną się jeszcze piękniejsze, okryją je barwnymi, wymyślnymi strojami. Planeta pełna jest bogactw, których jeszcze nie dostrzegli, nie przeczuwają ich nawet...”
Numi z upodobaniem patrzy na dłonie młodego osobnika, na sprawne palce gładzące sprężystą, prostą gałązkę za pomocą ostrego krzemienia. Patrzy, jak te palce wybierają starannie długie włókna z łodyg wysokiej rośliny, jak splatają z nich cienki, mocny sznur.
”Dojdą do wielkich rzeczy – myśli Numi. – Będą kontynuowali dziedzictwo rozumu, gdy – być może – zginą inne, dziś już dojrzałe cywilizacje Galaktyki. Będą naprawdę piękni i rozumni, wielu z nich osiągnie wyżyny wiedzy i poznania...”
Młody osobnik nacina ostrożnie powierzchnię wygładzonej gałązki w pobliżu obu jej końców. Na końcach splecionego sznura wiąże pętelki. Teraz wybiera długi prosty patyczek, cienki, lecz sztywny. Pilnie szlifuje na płaskim kamieniu jeden z jego końców. Próbuje palcem ostrości stożkowatego grotu. Drewno jest twarde, lecz on cierpliwie nadaje mu odpowiedni ostry kształt. Numi czuje, jak przenika go chłód i niepokój, znany przecież i nie po raz pierwszy odczuwany, lecz zawsze jednakowo przykry, jak przypomnienie koszmaru. Koszmaru, który istnieje wśród licznych wariantów prawdopodobieństwa...
Patyk, wygięty łukowato, pozostaje w pętach sznura wiążącego jego końce. Sprawne palce opierają strzałę na cięciwie. Numi chciałby wyrwać z rąk chłopca to prymitywne urządzenie, połamać, odrzucić precz – ale wie, że nie wolno mu tego zrobić... A gdyby nawet to zrobił, cóż?... I to musi nastąpić. Numi widzi w wyobraźni zwarte szeregi łuczników, kuszników, muszkieterów, snajperów, erkaemistów, kanonierów... Widzi wreszcie gęsty, kryjący wszystko bury obłok, wąski u podstawy, rozszerzający się ku górze, niknący szczytem w stratosferze planety...
”Nie, nie! Zostaw to, wyrzuć” – szepce Numi w języku swojej rasy i wyłącza wzmacniacz wyobraźni. Patrzy, jak napięta cięciwa wysuwa się z długich, zręcznych palców, a strzała wypryska płaskim lotem, szyjąc zarośla tuż koło kryjówki Numiego.
Numi cofa się w kierunku swego talerzowatego pojazdu, skrytego w zaklęśnięciu gruntu, wśród wysokich traw. Widzi jeszcze, jak chłopiec odnajduje strzałę i z napiętym ponownie łukiem rozgląda się, szukając celu. Niedaleko w trawie buszuje coś małego. Chłopiec ma rękę pewną, wzrok bystry. Żałosny pisk, zamieszanie w gąszczu traw. Długie włosy chłopca rozwiewają się, gdy biegnie po zdobycz. Numi łączy w jeden splot czternaście spośród swych dwudziestu ośmiu cienkich, wiotkich odnóży, co u jego gatunku jest wyrazem bezgranicznego smutku i poczucia bezsilności. Talerzowaty pojazd unosi się bezgłośnie i szybuje wysoko, ponad zielone wierzchołki lasu.
”Wyrzuć to, chłopcze, połam, spal, wyrzuć... Tyle jest innych, pięknych i ciekawych zajęć – czy musisz...?!” – szepce Numi w zadumie, odlatując bez spojrzenia poza siebie.
Nie widzi już, jak chłopiec porzuca łuk i wydobywa z trawy małe, drżące i piszczące zwierzątko o długich uszach. Oczy chłopca smutnieją, gdy ogląda krwawiące skaleczenie, przepraszająco przytula twarz do pstrego futerka, niesie w kierunku strumienia, zrywając po drodze wąskie, lancetowate liście...

Po lekturze opowiadania Janusza Zajdla odpowiedz na pytania. Swoje odpowiedzi uzasadnij, odwołując się do tekstu.

Ćwiczenie 1.1

Kim jest Numi‑obserwator?

Ćwiczenie 1.2

Kiedy (w jakim czasie lub w jakiej epoce) przypuszczalnie rozgrywa się opowiadanie?

Ćwiczenie 1.3

Kim jest i czym zajmuje się bohater, którego obserwuje Numi?

Ćwiczenie 1.4

Jakie uczucia wzbudza u Numiego obserwowana przez niego postać?

Ćwiczenie 1.5

Jak w odniesieniu do treści opowiadania zinterpretujesz tytuł utworu?

Ćwiczenie 1.6

Czy puenta opowiadania ma, według ciebie, wydźwięk pozytywny, czy negatywny? Uzasadnij swoją odpowiedź.

Ćwiczenie 1.7

Jakie emocje wywołuje u ciebie opowiadanie Janusza Zajdla?

Ćwiczenie 1.8

Czy Numi jest narratorem w opowiadaniu?

Ćwiczenie 1.9

Jaką konwencję literacką (odmianę literatury) reprezentuje opowiadanie Janusza Zajdla?

Ćwiczenie 1.10
Ćwiczenie 1.11
Ćwiczenie 1.12
Ćwiczenie 1.13
Ćwiczenie 1.14

Opierając się na wnioskach i przewidywaniach Numiego, opracuj charakterystykę istoty, której przygląda się ten bohater.

Ćwiczenie 1.15

„Tyle jest innych, pięknych i ciekawych zajęć” – myśli Numi w opowiadaniu, zasmucony faktem, że chłopiec tworzy broń. Zastanów się i zaprezentuj swoje zdanie w kwestii: w jakich jeszcze dziedzinach kultury – oprócz wymienionych w opowiadaniu – przejawia się pozytywny, twórczy potencjał rodzaju ludzkiego?

Ćwiczenie 1.16

Przedstaw swoją opinię: jakie osiągnięcia lub dążenia ludzkości wydają ci się szczególnie wartościowe i chwalebne? Uzasadnij swój sąd.

Wskazówka

Ćwiczenie 1.14 może być zrealizowane w formie dyskusji, po podzieleniu klasy (według wyboru uczniów lub nauczyciela) na dwie grupy. W takim wariancie uczniowie gromadzą argumenty i wymieniają się nimi w czasie debaty. Fragment opowiadania Stanisława Lema, zamieszczony w KONTEKSTACH, może posłużyć jako dodatkowa inspiracja i źródło argumentów.

Dzienniki gwiazdowe. Podróż ósma Stanisława Lema

(fragment)

A więc stało się. Byłem delegatem Ziemi w Organizacji Planet Zjednoczonych czy ściślej – kandydatem, chociaż i nie tak było, nie moją bowiem, lecz całej ludzkości kandydaturę miało rozpatrzyć Zgromadzenie Plenarne.
W życiu nie odczuwałem tak potwornej tremy. Wyschnięty język obijał się o zęby jak kołek, a kiedy szedłem po rozłożonym od astrobusa czerwonym chodniku, nie wiedziałem, czy to on tak miękko ugina się pode mną, czy moje kolana. Należało oczekiwać przemówień, a ja słowa nie wykrztusiłbym przez spieczone emocją gardło, ujrzawszy więc dużą, lśniącą maszynę z chromowanym szynkwasem oraz małymi szparkami na monety, czym prędzej wrzuciłem jedną, podstawiając zapobiegliwie przygotowany kubek termosu pod kran. Był to pierwszy międzyplanetarny incydent dyplomatyczny ludzkości na arenie galaktycznej, ponieważ rzekomy automat z wodą sodową okazał się zastępcą przewodniczącego delegacji tarrakańskiej w pełnej gali. Na całe szczęście to właśnie Tarrakanie podjęli się zarekomendowania naszej kandydatury na sesji, ja jednak nie od razu się o tym dowiedziałem, to zaś, że ów wysoki dyplomata opluł mi buty, wziąłem za zły znak, fałszywie, gdyż była to tylko wonna wydzielina gruczołów powitalnych. Pojąłem wszystko, przełknąwszy tabletkę informacyjno‑translacyjną, którą podał mi jakiś życzliwy urzędnik OPZ; natychmiast otaczające mnie, brzękliwe dźwięki zmieniły się w mych uszach w doskonale zrozumiałe słowa, czworobok aluminiowych kręgli u końca pluszowego dywanu stał się półkompanią honorową, zaś witający mnie Tarrakanin, do tej chwili przypominający raczej bardzo dużą struclę, wydał mi się osobą od dawna znaną, o zupełnie przeciętnym wyglądzie. Nie opuściła mnie tylko trema. Podjechał mały toczak, przekonstruowany specjalnie dla przewozu istot dwunogich, jak ja, towarzyszący mi Tarrakanin nie bez trudu wdławił się za mną do jego wnętrza i siadając zarazem po mej prawej i lewej stronie, rzekł:
– Szanowny Ziemianinie, muszę panu wyjaśnić, że nastąpiła drobna komplikacja proceduralna, związana z tym, że właściwy przewodniczący naszej delegacji, najbardziej powołany do wprowadzenia waszej kandydatury jako specjalista Ziemista, został niestety wczoraj wieczorem odwołany do stolicy i ja mam go zastąpić. Czy zna pan protokół... ?
– Nie... nie miałem okazji – wybąkałem, nie mogąc jakoś definitywnie usadowić się na fotelu toczaka, który nie został dostatecznie przysposobiony dla potrzeb ludzkiego ciała. Siedzenie przypominało stromą jamę prawie półmetrowej głębokości, tak że na wybojach kolanami dotykałem czoła.
– No, nic, poradzimy sobie... – rzekł Tarrakanin. Jego fałdzista szata, zaprasowana w graniaste kształty o metalicznym poblasku, którą wziąłem przedtem za bufet, wydała lekki dźwięk, on zaś, odchrząknąwszy, ciągnął:
– Historię waszą znam; cóż za wspaniała rzecz, ludzkość! zapewne, wiedzieć wszystko, to należy do mych obowiązków. Delegacja nasza wystąpi w punkcie porządku dziennego osiemdziesiątym trzecim z wnioskiem przyjęcia was w poczet Zgromadzenia jako członków pełnoprawnych, zupełnych i wszechstronnych... a papierów uwierzytelniających nie zgubił pan czasem?! – wtrącił tak nagle, że drgnąłem cały i zaprzeczyłem gorliwie. Ów pergaminowy rulon, nieco rozmiękły od potu, ściskałem w prawicy.
– Dobrze – podjął – więc, nieprawdaż, wygłoszę przemówienie obrazujące wasze wysokie osiągnięcia, które uprawniają was do zajęcia miejsca w Federacji Astralnej... jest to, rozumie pan, pewnego rodzaju starożytna formalność; nie spodziewacie się chyba jakichś wystąpień opozycyjnych... co?
– Nnie... nie sądzę – bąknąłem.
– Zapewne! Skądże by zresztą! Więc formalność, nieprawdaż, niemniej potrzebne mi są pewne dane. Fakty, szczegóły, rozumie pan? Energią atomową, rozumie się, dysponujecie?
– O tak! tak! – zapewniłem skwapliwie.
– Świetnie. A, istotnie, mam to tutaj, przewodniczący zostawił mi swoje notatki, ale jego charakter pisma, hm, więc... od jak dawna dysponujecie tą energią?
– Od szóstego sierpnia 1945!
– Wybornie. Co to było? Pierwsza stacja energetyczna?
– Nie – odparłem, czując, że się rumienię – pierwsza bomba atomowa. Zniszczyła Hiroszimę...
– Hiroszimę? Jakiś meteor?
– Nie meteor... miasto.
– Miasto? – rzekł z lekkim niepokojem. – Więc jak by to powiedzieć... – medytował przez chwilę. – Lepiej nic nie mówić – zdecydował nagle. – No, dobrze, ale jakieś powody do chwały są mi niezbędne. Proszę coś podsunąć, szybko, za chwilę będziemy na miejscu.
– E... e... loty kosmiczne – zacząłem.
– Rozumieją się same przez się, gdyby nie one, nie byłoby pana tutaj – wyjaśnił mi, jak pomyślałem, trochę zbyt obcesowo. – Czemu poświęcacie główną część dochodu narodowego? No, proszę sobie przypomnieć, jakieś ogromne przedsięwzięcia inżynieryjne, architektura w skali kosmicznej, wyrzutnie grawitacyjno‑słoneczne, co? – podpowiadał mi szybko.
– A, buduje się... buduje – wypaliłem. – Dochód narodowy nie jest zbyt wielki, sporo pochłaniają zbrojenia...
– Zbrojenia czego? Kontynentów? Przeciwko trzęsieniom ziemi?
– Nie... wojska... armii...
– Co to jest? Hobby?
– Nie hobby... konflikty wewnętrzne – bełkotałem.
– To nie jest żadna rekomendacja! – powiedział z jawnym niesmakiem. – Przecież nie przyleciał pan tu prosto z jaskini! Uczeni wasi musieli dawno obliczyć, że ogólnoplanetarna współpraca jest zawsze korzystniejsza od walki o łupy i hegemonię!
– Obliczyli, obliczyli, ale są przyczyny... natury historycznej, proszę pana.
– Zostawmy to! – rzekł. – Przecież ja nie mam was tutaj bronić jako oskarżonych, ale zalecać, rekomendować, wyliczać wasze zasługi i cnoty. Rozumie pan?
– Rozumiem.
Język miałem tak sztywny, jakby mi go ktoś zamroził, kołnierzyk frakowej koszuli dławił, gors jej rozmiękał od potu lecącego strumieniami, zaczepiłem listami uwierzytelniającymi o ordery i naddarłem zewnętrzny arkusz. Tarrakanin, niecierpliwy, zarazem pańsko‑wzgardliwy i częścią swego ducha nieobecny, podjął z niespodziewanym spokojem i miękkością (szczwany dyplomata!):
– Będę mówił raczej o waszej kulturze. O jej wybitnych osiągnięciach. Macie kulturę?! – dorzucił z nagła.
– Mamy! wspaniałą! – zapewniłem go.
– To dobrze. Sztuka?
– O, tak! muzyka, poezja, architektura...
– A więc jednak architektura! – zawołał. – Doskonale. Muszę sobie zanotować. Środki wybuchowe?
– Jak to wybuchowe?
– No, eksplozje stwórcze, sterowane, dla regulacji klimatu, przesuwania kontynentów, łożysk rzecznych – macie to?
– Na razie tylko bomby... – powiedziałem i szeptem już dodałem: – Ale są bardzo rozmaite, napalm, fosfor, nawet z gazem trującym...
– To nie to – powiedział sucho. – Będę się trzymał życia duchowego. W co wierzycie?
Ten mający nas rekomendować Tarrakanin nie był, jak już się zorientowałem, specjalistą od ziemskich spraw i myśl o tym, że istota o podobnej ignorancji ma niebawem zadecydować swym wystąpieniem o naszym być lub nie być na forum całej Galaktyki, zaparła mi, prawdę mówiąc, dech. Co za pech – myślałem – trzebaż było, że akurat musieli odwołać tego właściwego, który był Ziemistą!
– Wierzymy w powszechne braterstwo, wyższość pokoju i współpracy nad wojną i nienawiścią, uważamy, że człowiek powinien być miarą wszystkich rzeczy...
Położył ciężką przylgę na moim kolanie.
– Dlaczego człowiek? – powiedział. – Zresztą, mniejsza o to. Ale pana wyliczenie jest negatywne: brak wojny, brak nienawiści – na litość mgławicową, nie macie żadnych pozytywnych ideałów?
Było mi okropnie duszno.
– Wierzymy w postęp, w lepsze jutro, w potęgę nauki.
– Nareszcie coś! – zawołał. – Tak, nauka... to dobre, to mi się przyda. Na jakie nauki łożycie najwięcej?
– Na fizykę – odparłem. – Badania nad energią atomową.
– Już wiem. Wie pan co? Niech pan tylko milczy. Już ja się tym zajmę. Ja będę mówił. Proszę zostawić mi wszystko. Otuchy! – Wypowiadał te słowa, gdy maszyna zatrzymywała się przed gmachem.

Przeczytaj fragment opowiadania Stanisława Lema z tomu Dzienniki gwiazdowe i odpowiedz na pytania, odwołując się do odpowiednich fragmentów tekstu:

Ćwiczenie 2.1

Czy prezentowany fragment utrzymany jest w tonacji poważnej, czy raczej – komicznej? Jakimi środkami został osiągnięty ten efekt?

Ćwiczenie 2.2

Kto jest narratorem opowiadania?

Ćwiczenie 2.3

Jaki rodzaj narracji został zastosowany w opowiadaniu?

Ćwiczenie 2.4

Opowiedz w jakiej sytuacji znajduje się bohater – Ijon Tichy?

Ćwiczenie 2.5

Z jakiego powodu Tarrakanin nie jest usatysfakcjonowany odpowiedziami przedstawiciela ludzkości?

Ćwiczenie 2.6

Jaki obraz człowieka i ludzkiej cywilizacji wyłania się z odpowiedzi Ijona Tichego?

Ćwiczenie 2.7

Jaką reakcję wywołuje u ciebie obraz ludzkości, wyłaniający się z cytowanego fragmentu opowiadania? Czy jest to, twoim zdaniem, obraz odpowiadający rzeczywistości?

Ćwiczenie 2.8

Jak sądzisz, czy w dalszym ciągu opowiadania Ziemianie zostaną przyjęci w poczet członków Organizacji Planet Zjednoczonych? Jeśli ciekawi cię dalszy ciąg, nie wahaj się sięgnąć po całość tekstu.

Zadaniowo

Ćwiczenie 3.1

Podzielcie się w klasie na dwie grupy, każda grupa losowo wybiera rolę do odegrania, wykorzystując wiedzę zdobytą podczas lekcji:

  • rola obrońców, którzy prezentują pozytywne cechy i osiągnięcia rodzaju ludzkiego jako ważniejsze od ludzkich wad i słabości;

  • rola oskarżycieli, którzy prezentują negatywne skłonności i tragiczne dokonania rodzaju ludzkiego.

Pamiętajcie, że „bohaterem” waszego wystąpienia jest ludzka cywilizacja, ludzkość jako zbiorowość, a nie – człowiek jako jednostka.

Ćwiczenie 3.2

Zaproponuj – w formie pisemnej – własną wersję dalszego ciągu opowiadania Podróż ósma Stanisława Lema (zob. KONTEKSTY).