Z przygód podróżnika w czasie: kierunek – przyszłość!

Wehikuł czasu
Wehikuł czasu, domena publiczna

Marzenie o podróży w czasie wyraża jedną z odwiecznych tęsknot człowieka. Pokonać ograniczenia czasu, poznać przyszłość, zmienić przeszłość – pragnieniom tym nadawano przez wieki różne kształty. Wraz z rozwojem nauki i techniki marzenia te zyskały nową siłę. Pisarze, później zaś filmowcy nieraz podejmowali temat podróży w czasie. Wykorzystywali go nie tylko w celach czysto rozrywkowych, ale także jako punkt wyjścia do refleksji: nad społeczeństwem, cywilizacją, nad uwikłaniem ludzkiego istnienia w czas. Literackim pionierem tego tematu i patronem wielu późniejszych opowieści o podróży w czasie jest Herbert George Wells, który jeszcze pod koniec XIX wieku opublikował słynny Wehikuł czasu.

Już wiesz

1) Odpowiedz na pytanie: czy skorzystałbyś/skorzystałabyś z okazji, gdyby podróż w czasie stała się dla ciebie realną możliwością?

3) Jeśli tak, to jaki „kierunek” podróży wydaje ci się szczególnie atrakcyjny? Uzasadnij swój wybór.

2) Podyskutuj na ten temat z kolegami i koleżankami z klasy lub rodzicami.

Wehikuł czasu Herberta George’a Wellsa

domena publiczna

Herbert George Wells

pisarz angielski; zasłynął głównie jako autor utworów fantastycznonaukowych, dzięki którym uznawany jest za jednego z pionierów współczesnej fantastyki naukowej. Do najsłynniejszych jego powieści należą: Wehikuł czasu (1895), Wyspa doktora Moreau (1896), Niewidzialny człowiek (1897), Wojna światów (1898). Utwory Wellsa były wielokrotnie przenoszone na ekran, stawały się również inspiracją do przedsięwzięć artystycznych realizowanych w innych mediach.

Pierwsza wyprawa w przyszłość

Machina była więc gotowa dopiero dziś rano. Dopiero więc dzisiaj o dziesiątej pierwszy wehikuł czasu rozpoczął swą czynność. Obejrzałem go po raz ostatni, jeszcze raz sprawdziłem wszystkie śruby, wpuściłem jedną kroplę więcej oliwy na kwarcowy czop i zasiadłem na siodełku. Przypuszczam, że samobójca, który przykłada pistolet do czaszki, doznaje takiego uczucia, jakiego ja doznawałem wówczas, wyruszając w podróż po Krainie Czasu. Jedną ręką ująłem dźwignię wprawiającą przyrząd w ruch, drugą ręką zaś hamulec. Nacisnąłem pierwszą dźwignię i niemal natychmiast – hamulec. W tejże chwili doznałem takiego wrażenia, jak gdybym się wywracał; uczucie padania dręczyło mnie niby zmora nocna. Rozejrzałem się dokoła; zobaczyłem tę samą co przedtem pracownię. Cóż więc się stało? Przez chwilę podejrzewałem, że łudzą mnie własne zmysły. Później spojrzałem na zegarek. Przed chwilą była może minuta po dziesiątej; teraz już prawie po wpół do czwartej! Odetchnąłem, zacisnąłem zęby, ująłem oburącz dźwignię ruchową i szybko ruszyłem. Laboratorium ogarniał coraz głębszy mrok. Pani Watchett, widocznie nie spostrzegłszy mnie, przeszła przez pokój ku drzwiom ogrodu. Przypuszczam, że potrzebowała około minuty na przebycie tej przestrzeni, lecz mnie wydawało się, że przeleciała przez pokój jak rakieta. Przesunąłem dźwignię do ostatniej podziałki: zapadła noc, jakby ktoś zgasił lampę. Upłynęła chwila, a po nocy znowu nagle zaczął się dzień. Mrok stopniowo wypełniał pracownię. I przemknęła następna czarna noc, później znowu dzień, znowu noc i dzień, i tak dalej, w coraz to mniejszych odstępach czasu. Uszy moje napełniły się szmerem jakiegoś wiru, a na umysł spadła dziwna, ciężka pomroka. Nie wiem, czy zdołam wyrazić należycie szczególne wrażenia z podróży w czasie, wrażenia bardzo nieprzyjemne. Czułem się jak człowiek wyrzucony z procy i spadający głową w dół. Gdym przyspieszył bieg, noc następowała za dniem niczym ruchy czarnego skrzydła. Niewyraźny, mroczny obraz laboratorium niknął mi z oczu i na powrót widziałem słońce, które biegło szybko po sklepieniu niebios, przeskakiwało je w ciągu minuty, a każda minuta oznaczała dzień. Zdawało mi się, że laboratorium gdzieś już przepadło, a ja dostałem się na otwartą przestrzeń. Odnosiłem wrażenie, że wznoszę się po stopniach w górę, ale poruszałem się zbyt szybko, bym mógł zdać sobie sprawę z jakiegokolwiek ruchu wokół mnie. Najpowolniejszy ślimak, jaki pełzał kiedykolwiek, dla mnie przebiegał jeszcze zbyt szybko. Zmieniające się kolejno ciemności i światła były niezmiernie uciążliwe dla oczu. W chwilach ciemności widziałem księżyc mknący szybko od pierwszej kwadry do pełni i spostrzegałem słabe migotanie gwiazd krążących po niebie. Teraz, przy ciągle wzrastającej szybkości, drgania nocy i dnia zlały się w jednostajną szarość: sklepienie nieba miało kolor błękitu o cudnej głębokości, oświetlonego wspaniale poranną jakby zorzą. Żarzące się słońce wyglądało jak ognista smuga, jeden łuk świetlany w przestrzeni, a księżyc zmienił się we wstęgę falującego światła. Nie widziałem już gwiazd; widziałem tylko tu i ówdzie wirujące jasne koła na błękicie.

Krajobraz był mglisty i niejasny. Znajdowałem się ciągle jeszcze na stoku wzgórza, na którym stoi obecnie nasz dom; przede mną wznosił się szary, ciemny szczyt. Widziałem drzewa wyrastające i znikające jak opary, to zielone, to szare; rosły, puszczały konary i rozpadały się. Widziałem wyrastające olbrzymie budowle, piękne, lecz jakby za mgłą i znikające jak we śnie. Zdawało mi się, że cała powierzchnia ziemi zmienia się, topnieje i zlewa w mych oczach. Małe wskazówki na tarczach zegarowych, które pokazywały szybkość lotu, krążyły coraz szybciej i szybciej. Zauważyłem teraz, że słoneczna wstęga przesuwa się ciągle to w górę, to w dół, od jednego punktu przesilenia do drugiego w ciągu kilkudziesięciu sekund, jeszcze prędzej, coraz prędzej, że zatem więcej niż rok przebiegam w jednej minucie. Co minuta biały śnieg zasypywał świat i znowu znikał, ustępując miejsca jasnej i tak samo szybko przemijającej zieloności wiosny.

Nieprzyjemne wrażenie towarzyszące początkowi podróży mniej dawało się we znaki i w końcu ustąpiło miejsca histerycznemu podnieceniu. Spostrzegłem, iż machina chwieje się niezgrabnie, ale przyczyny tego nie umiałem sobie wytłumaczyć. Umysł mój był zanadto wstrząśnięty, aby się skupić, rzuciłem się więc w przyszłość jakby ogarnięty szałem. Z początku nie przyszło mi na myśl zatrzymać się, nie myślałem zgoła o niczym, doznawałem tylko ciągle nowych wrażeń. Nieoczekiwanie jednak zbudziły się we mnie nowe uczucia, pewna ciekawość, a następnie strach, które wreszcie owładnęły mną zupełnie.

Co za dziwny rozwój ludzkości! Jakiż niesłychany postęp w naszej, ledwie zapoczątkowanej, cywilizacji może się z czasem dokonać – myślałem, wpatrując się bliżej w ten ciemny, mknący świat, który sunął i falował przed mymi oczyma. Widziałem, jak wyrasta dokoła mnie ogromna i wspaniała architektura, dająca nieskończenie wyższe wrażenie potęgi niż wszystkie budowle naszych czasów, a jednak na pozór budowane z blasku tylko i mgły. Widziałem, jak na pochyłości wzgórza rozkrzewia się o wiele bogatsza zieloność, nic z bujności swej nie tracąc w zimowej porze. Ziemia wydawała mi się piękniejsza nawet poprzez tę jakby mgłę oszołomienia. Zapragnąłem wreszcie zatrzymać się.

Szczególnym niebezpieczeństwem grozić mogło to, że w przestrzeni zajmowanej przeze mnie lub przez machinę mogła się znaleźć jakaś materialna substancja. Dopóki podróżowałem w czasie z wielką szybkością, nie miało to znaczenia; byłem, że się tak wyrażę, bezcielesny, przeciskałem się jak para przez odległości dzielące cząsteczki materii. Lecz przy zatrzymaniu się groziło mi niebezpieczeństwo uwięźnięcia w przestworzu, pochwycenia każdej mojej drobiny przez materię spotykaną na mej drodze; moje atomy mogłyby wejść w tak bliski kontakt z atomami przeszkody, iż w rezultacie dokonałaby się głęboka przemiana chemiczna – być może nawet daleko sięgający wybuch, który by i mnie, i mój aparat wyrzucił przez wszystkie możliwe wymiary, aż do dziedziny tego, co nazywamy Nieznanym. Możliwość czegoś podobnego ustawicznie przychodziła mi na myśl, gdy budowałem machinę; lecz wówczas przyjmowałem to pogodnie jako niedające się pominąć ryzyko – jedno z tych, na jakie człowiek zawsze musi się odważyć. Teraz, gdy niebezpieczeństwo było rzeczą nieuniknioną, nie widziałem go w tak różowym świetle. W istocie, szczególnie dziwne położenie, w jakim się znalazłem, dręczące brzęczenie i podska‑kiwanie machiny, a nade wszystko uczucie długiego spadania w przestrzeń wyczerpało zupełnie moje nerwy. Powiedziałem sobie, że nigdy już chyba nie będę mógł się zatrzymać, i w nagłym porywie złości postanowiłem zatrzymać się natychmiast. Jak niecierpliwy obłąkaniec szarpnąłem gwałtownie hamulec; w jednej chwili machina zatrzęsła się, a ja poleciałem w przestwór głową naprzód.

W moich uszach rozległ się huk piorunu. Byłem przez chwilę ogłuszony. Dokoła mnie szumiał bez litości grad, ja zaś siedziałem na miękkiej trawie przed wywróconą machiną. Wszystko wydawało mi się szare, lecz zauważyłem już, że ustał szum w mych uszach. Rozejrzałem się. Byłem, jak się zdaje, w ogrodzie, na małym trawniku otoczonym krzewami rododendronów, i zauważyłem, że ich fioletowe i pąsowe kwiaty sypały się jak deszcz pod ciosami gradu. Spadający i odskakujący grad otaczał machinę jakby mgłą, a nad ziemią rozpościerał się niczym dym. W jednej chwili przemokłem do nitki.

– Piękna gościnność – zawołałem – okazana człowiekowi, który podróżował niezliczone lata, żeby tu się dostać!

Wówczas zdałem sobie sprawę, jakim szaleństwem było wystawienie siebie na zmoknięcie. Stałem i rozglądałem się dokoła. Poprzez ciemny strumień wody majaczył niewyraźnie olbrzymi jakiś kształt na tle rododendronów; była to postać wykuta z białego kamienia. Nic innego zresztą na świecie całym nie widziałem. Wrażenia trudno mi opisać. Gdy smugi gradu ścieniały, zobaczyłem wyraźniej ową białą figurę. Była ogromnej wielkości, bo do jej ramion sięgały górne gałęzie srebrnej brzozy. Marmurowy posąg miał kształt jakby skrzydlatego sfinksa; skrzydła jednak nie były osadzone pionowo po bokach, lecz rozpostarte do lotu. Piedestał, jak mi się zdawało, z brązu, pokrywała gruba warstwa śniedzi. Oblicze zwrócone było ku mnie, niewidzące oczy zdawały się mnie bacznie śledzić, a na ustach igrał lekki uśmiech. Twarz silnie zmieniona przez wpływy atmosferyczne miała nieprzyjemny, chorobliwy wygląd. Stałem tak, patrząc na olbrzyma czas pewien – pół minuty, a może pół godziny. Doznawałem złudzenia, jakby olbrzym przesuwał się i odsuwał, zależnie od tego, czy padał gęstszy, czy rzadszy grad. W końcu oderwałem na chwilę od niego oczy i zauważyłem, że zasłona gradowa nabiera przejrzystości, niebo się rozjaśnia, a słońce zaczyna się przebijać przez chmury. Znów spojrzałem na kurczący się biały kształt i nagle stanęło przede mną jasno okropne zuchwalstwo mojej podróży.

„Co będzie – myślałem – co ujrzę, gdy mglista zasłona zniknie już zupełnie? Czego już ludzie nie przeżyli? Co będzie, jeżeli okrucieństwo stało się powszechną namiętnością? Co będzie, jeżeli w ciągu tego czasu rasa zatraciła swe człowieczeństwo i wyrodziła się w coś nieludzkiego, wyzutego z uczuć, a niebywale potężnego? Może ujrzę dzikie zwierzę z dawnego świata, tylko jeszcze straszniejsze i budzące odrazę przez swe podobieństwo do człowieka, wstrętnego stwora, którego należałoby zabić bez wahania”?

Rozróżniałem już teraz inne wielkie kształty, olbrzymie budynki z krętymi balkonami i smukłymi kolumnami; obok nich porosłe lasem zbocza wysuwały się, jakby pełzły ku mnie.

Burza ustawała.

Ogarnął mnie paniczny strach. W szale skoczyłem do wehikułu czasu i starałem się szybko doprowadzić go do porządku. Podczas tej czynności promienie słońca przedarły się przez nawałnicę. Szara zasłona z deszczu rozwiała się jak powłóczysta szata ducha. Nade mną, na ciemnym błękicie letniego nieba, niewielkie resztki burych chmur kłębiły się, znikając powoli. Wokoło stały jasno i wyraźnie olbrzymie budynki błyszczące od wody deszczowej, upstrzone biało ziarnami tu i ówdzie leżącego kupkami gradu, który jeszcze nie zdołał stopnieć. Czułem się bezbronny pośród tego dziwnego świata. Czułem niejako to, co może odczuwać ptak w czystym przestworzu, który wie, że nad nim krąży sokół i ma się nań rzucić. Lęk mój przemieniał się w szał. Wstrzymałem oddech, zacisnąłem zęby i znowu pięścią i kolanami nacisnąłem dźwignię. Poddała się rozpaczliwemu wysiłkowi i obróciła, uderzając mnie silnie w podbródek. Stałem cały drżący, z jedną ręką na siodle, a drugą na kierownicy, gotów wzbić się na nowo.

Po uważnym przeczytaniu cytowanego fragmentu powieści Herberta George’a Wellsa Wehikuł czasu wykonaj następujące polecenia:

Ćwiczenie 1.1
Ćwiczenie 1.2

Opisz wrażenia i emocje, jakie towarzyszą bohaterowi w trakcie podróży i po zatrzymaniu wehikułu. Zaznacz odpowiednie fragmenty tekstu.

Ćwiczenie 1.3

Korzystając z wniosków z poprzedniego ćwiczenia i powracając w razie konieczności do tekstu, opracuj plan, w którym przedstawisz emocje bohatera w takim porządku, w jakim relacjonowane są one w opowiadaniu.

Ćwiczenie 1.4

Sformułuj i zanotuj zestaw pytań, które warto by, twoim zdaniem, zadać podróżnikowi w czasie, gdyby nadarzyła się okazja, by przeprowadzić z nim wywiad.

Ćwiczenie 1.5
Ćwiczenie 1.6

Konteksty

Wskazówka

W ramach kontekstów do lekcji można wykorzystać fragmenty ekranizacji Wehikułu czasu, przedstawiające scenę podróży w czasie. Wizualizacja tego doświadczenia stanowi ciekawy materiał do analizy. Godne uwagi są odpowiednie sceny z filmów:

1) Wehikuł czasu, reż. George Pal, 1960 (pierwsza podróż w czasie: scena z wystawowym manekinem; czas trwania ok. 4 min 20 s);

2) Wehikuł czasu, reż. Simon Wells, 2002 (pierwsza podróż w czasie, tu również fragment z manekinem, czas trwania sceny: ok. 2 min 11 s).

Zadaniowo

Ćwiczenie 2

Podzielcie się rolami: jedna osoba niech wcieli się w rolę dziennikarza, druga – w rolę podróżnika w czasie. Dziennikarz powinien zadbać o różnorodność i dociekliwość pytań. Podróżnik w czasie powinien mieć na uwadze autentyzm i obrazowość swoich wypowiedzi. Wykorzystując informacje zawarte w tekście oraz pytania przygotowane w zadaniu 1.4, przeprowadźcie wywiad, w trakcie którego odegracie wybrane przez siebie role.

Ćwiczenie 3

Wyobraź sobie, że wehikuł czasu znalazł się w twoim posiadaniu i został przez ciebie użyty. Przedstaw w formie opowiadania relację z odbytej podróży, kładąc szczególny nacisk na uczucia i wrażenia, jakie towarzyszyły ci podczas wyprawy. Wykorzystaj wnioski z poprzednich ćwiczeń.

Ćwiczenie 4

Wyobrażenia na temat czasu i sposób, w jaki człowiek go doświadcza, zmieniały się wraz z przemianami kultury. Śladem tych przemian są również literackie przykłady ludzkich zmagań z ograniczeniami czasu. Wykorzystując swoją wiedzę i różne źródła informacji, wyszukaj i wynotuj w zeszycie możliwie zróżnicowane przykłady przezwyciężania ograniczeń czasu przez bohaterów literackich.

Wskazówka

Ćwiczenie 4 ma w założeniu uświadomić uczniowi różnorodność form, w jakich ludzkie marzenie o przezwyciężeniu ograniczeń czasu wyraża się w literaturze. Celem jest rozpoznanie zróżnicowania topiki związanej z ludzkim zmaganiem z czasem, wyjście poza centralny w strukturze lekcji motyw podróży w czasie. Można ukierunkować ucznia, podpowiadając mu takie motywy, jak jasnowidzenie i inne formy przewidywania przyszłości, poszukiwanie źródła wiecznej młodości czy nieśmiertelności itp.

Ćwiczenie 5

Korzystając z różnych źródeł, znajdź przykłady innych tekstów kultury (zwłaszcza literackich i filmowych), w których motyw podróży w czasie odgrywa ważną rolę. Wybierz ten tekst kultury, który wyda ci się najciekawszy, i zapoznaj się z nim.

Ćwiczenie 6

Opracuj recenzję wybranego utworu. Pamiętaj przy tym, że recenzja służy zaprezentowaniu tekstu kultury i jego rzetelnej, uzasadnionej ocenie; recenzent nie powinien zdradzać żadnych istotnych szczegółów treści, które mogą odebrać odbiorcy satysfakcję z poznania recenzowanego dzieła.