„Złoty Budda”, świątynia Wat Trimitr, Bangkok, Tajlandia „Złoty Budda”, świątynia Wat Trimitr, Bangkok, Tajlandia Źródło: Chirag Gupta, 2011, licencja: CC BY-SA 3.0.
„Złoty Budda”, świątynia Wat Trimitr, Bangkok, Tajlandia
Chirag Gupta, 2011, licencja: CC BY-SA 3.0

Poznawanie różnych kultur i religii pozwala lepiej zrozumieć siebie. Szczególnie wtedy jest to ważne, gdy czujemy się nieco zagubieni w rzeczywistości, która nas otacza. Dlatego często potrzebujemy przewodnika. Jedną z religii jest buddyzm, który z jednej strony zakłada „kontakt pojedynczego człowieka z czynnikiem boskim”, z drugiej natomiast „ta filozofia może obejść się bez Boga. Każdy musi radzić sobie, jak umie, żeby znaleźć spokój ducha”.

Już wiesz

1) Przygotuj materiały (w tym zdjęcia i ilustracje) na temat filozofii buddyjskiej. Wynotuj najważniejsze pojęcia: „Budda”, „karma”, „reinkarnacja”, „nirwana”, „mantra”, „buddyjskie świątynie/klasztory”.

2) Przygotuj materiały o kulturze miejsc, w których wyznawana jest filozofia buddyjska, np. Nepalu, Tybetu, Himalajów, Darjeeling.

3) Przygotuj się do dyskusji na temat pojęcia „podróż”. Zgromadź wokół tego pojęcia słowa klucze.

Podróż Teo Catherine Clement – „cudowna podróż przez historię filozofii”

„Złoty Budda”, świątynia Wat Trimitr, Bangkok, Tajlandia
Chirag Gupta, 2011, licencja: CC BY-SA 3.0
Definicja: Buddyzm

Filozofia skupiona głównie na właściwym życiu moralnym, rozpatrywana w trzech wymiarach: moralności, skupienia i rozwoju mądrości. Buddyzm należy do religii politeistycznych – doktryny, która nie afirmuje ani nie neguje istnienia Boga. Koncentruje się natomiast na samodoskonaleniu, czemu służy medytacja. Budda – znaczy Przebudzony/ Oświecony. Pisany dużą literą oznacza Sidhatthę Gotamę – twórcę buddyzmu. Sam Budda mówił, że „naucza o cierpieniu i końcu cierpienia”, a jego nauki miały mieć przede wszystkim praktyczne zastosowanie i służyć wyzwoleniu się od cierpienia. W buddyzmie występują rytuały, takie jak golenie głowy przy przystąpieniu do klasztoru, palenie kadzideł, ofiarowywanie kwiatów, pokłony; występują mity i opowieści związane z życiem Buddy i czynionymi przez niego cudami; pojęcia takie jak karma czy reinkarnacja; buddyści wyznają zasadę niekrzywdzenia i starają się szanować wszelkie przejawy życia.

Catherine Clement (ur. w 1939 roku) jest pisarką i filozofką. Opublikowała 10 powieści. Zwiedziła wiele krajów, m.in. cztery lata spędziła w Indiach, a obecnie mieszka w Senegalu. Interesuje się psychoanalizą i religioznawstwem. Jej powieść Podróż Teo odniosła wielki sukces literacki. Książka została przetłumaczona na wiele języków.

Catherine Clement – zdjęcie wykonane podczas francuskiego festiwalu książki Comédie du Livre
2009, licencja: CC BY 2.5

Podróż Teo Catherine Clement – powieść dla młodzieży, określana jest mianem „cudownej podróży przez historię filozofii”. Nastoletni bohater tej powieści – Teo – poznaje kultury i religie świata. Teo choruje na tajemniczą chorobę i zostaje zabrany przez swą szaloną ciotkę Martę w podróż dookoła świata religii. Wspaniale porozumiewająca się para spotyka na swej drodze wiele interesujących osób – często duchowych przewodników – reprezentujących różne obszary kulturowe, w tym m.in.: mędrców, filozofów, rabinów, guru, księży, teologów i religioznawców. Książka jest pełna informacji o zwyczajach, obyczajach i obrzędach, tradycjach i rytuałach dotyczących różnych kultur i różnych religii. Przekazuje szczegółową wiedzę o „duchowym świecie” mieszkańców tych regionów, o „sposobach na życie” i zachowaniach ich mieszkańców, przywołuje barwne obrazy z życia codziennego, dostarcza informacji o geografii, klimacie i architekturze. Młody czytelnik poznaje zatem także egzotyczne nazwy własne, nazwy ubiorów, kulinaria. Książka napisana jest ze swadą i polotem; pełna anegdot i przypowieści.

Jolanta Ługowska o Podróży Teo pisze:

[...] dynamiczna akcja, często zmieniająca się sceneria, w jakiej rozgrywają się wydarzenia – bohaterowie dzięki najnowocześniejszym środkom lokomocji w ciągu kilku godzin przemieszczają się z kontynentu na kontynent, z wielkomiejskiego centrum do afrykańskiego buszu – to najbardziej spektakularne elementy wzorca powieści przygodowej, wykorzystującej także właściwości i sposoby narracji charakterystyczne dla współczesnego reportażu.

Podróż Teo Catherine Clement

Miasto mgieł

Najpierw Teo zobaczył maleńki dworzec lotniczy Siliguri, gdzie czekała na nich brzuchomocna limuzyna o wnętrzu ledwie, ledwie chłodniejszym dzięki małemu wentylatorowi. Był już marzec i zaczynały się upały. Ale ciocia Marta zapewniła, że kiedy znajdą się wyżej, w Darjeeling, odetchną czystszym i zimniejszym powietrzem.
Droga wiła się wśród ogromnych przestrzeni porośniętych kulistymi jaskrawozielonymi krzewami. Kobiety w wielkich słomianych kapeluszach zbierały listki. Herbaciane – ogrody.
– Oto krzak, z którego pochodzi twój ulubiony napój, Teo – obwieściła ciocia Marta.
– Zatrzymajmy się, ciociu! – błagał Teo. – Chciałbym zobaczyć jeden listek...
Kobiety sprawnie i szybko odszczypywały paznokciami kępki listków z górnej części krzewów herbacianych. Listki były zjadliwie zielone i kruche. Teo ugryzł jeden: miał smak gorzki i pełen świeżości.
Listek herbaciany był równie odległy od czarnych okruchów, z których zaparza się herbatę, jak złudzenie rzeczywistości od czystości światła Buddy... Ciocia Marta obiecała, że w Darjeeling kupią paczuszkę herbaty. Na razie posuwali się powoli przez miasto, przebijając wielkie kłęby oparów ścielące się po ziemi.
Teo zasnął i obudził się dopiero, kiedy samochód się zatrzymał.
Otworzył oczy i zobaczył w oddali ścianę śniegu, któremu zachodzące słońce nadawało różowy odcień.
– Himalaje! – wykrzyknął z przejęciem. – Nie mogę uwierzyć...
– To odpowiedni moment, żeby założyć parkę i buty. Spójrz tylko na parę, która tworzy ci się przed ustami... Nuże! Pospiesz się!
Otulone mgłą przemieszaną z dymami z kuchni pod gołym niebem, miasto pięło się tarasami co najmniej kilometr w górę. Powietrze było szare. We mgle dreptały spokojnie cienie; czasem gromadziły się wokół imbryka stojącego na małym ogniu.
O zmierzchu Darjeeling wyglądało jak miasto zjaw. Himalaje zniknęły w otchłani nocy i Teo czuł przenikliwy chłód. Na szczęście hotel, który wybrała ciocia Marta, był w stylu angielskim, nie zabrakło więc ognia w kominku i głębokich foteli. Właścicielka hotelu snuła niekończące się opowieści o sławnych podróżnikach, na których patrzyły te stare mury. Wymieniła między innymi wielką podróżniczkę, Alexandrę David‑Néel, która naprawdę wniknęła głęboko w tybetańską religijność.
– Wiedziała nawet, jak rozgrzać ciało podczas lodowatych chłodów – dodała ciocia Marta.
– To nie takie trudne – zauważył Teo. – Wystarczy ogień.
– Tak, ale co zrobić, jeśli nie ma się drewna ani zapałek? Chodzi mi o klasyczne ćwiczenie tybetańskich joginów. Kładą się nago na śniegu, owinięci namoczonym prześcieradłem, które musi na nich wyschnąć. Ogień bierze się ze środka i zawdzięczają go panowaniu nad oddechem.
– Nie mów! – burknął Teo. – Chyba nie spodziewasz się, że w coś takiego uwierzę?
– To już twoja sprawa. W każdym razie Alexandra David‑Néel twierdzi, że to robiła. A może czas już, byś ogrzał sobą prześcieradła w swoim łóżku?

Świątynia tybetańska

Nazajutrz wybrali się na zwiedzanie świątyni w najwyższym punkcie miasta. Przy drodze powiewały lekkie płachty umocowane do bambusowych masztów albo rozwieszone jak chorągiewki na rozpiętym sznurku. Były w najrozmaitszych kolorach: różowe, pastelowoniebieskie, wodniście zielone. Niektóre były szare od kurzu, inne – w strzępach.
– Suszą przed świątyniami chusteczki do nosa, czy co? – zdziwił się Teo.
– Przyjrzyj się uważniej – odparła ciocia Marta – a zobaczysz nadruki. Nie są to chusteczki, lecz chorągiewki modlitewne. Wypisuje się na kawałku tkaniny święte formuły i taka chorągiewka powiewa na wietrze, póki całkiem się nie rozpadnie.
– To dlatego są w takim złym stanie. Och, popatrz, jaka piękna czerwień. Ta jest zupełnie nowa!
– Ktoś prosi o łaskę któreś z bóstw – mruknęła ciocia Marta.
– Jakie bóstwo?
– Kto to wie? Tyle ich tutaj!
W ten sposób Teo dowiedział się, że świat tybetańskiego buddyzmu jest zamieszkany przez mnóstwo strasznych bóstw i demonów. Bóstwa były straszne, ale w gruncie rzeczy nastawione pokojowo, a demonów jest tyle, ile złudzeń na tym świecie.
Poza tym, ponieważ zwycięzcy na znak swego tryumfu zawsze przybierali postać zwyciężonych, trudno odróżnić dobroczynne bóstwo od demona, którego powaliło.
– Zobaczysz ich na freskach – zapewniła ciocia Marta. – Teraz trzeba znaleźć mojego przyjaciela, lamę Gampo.
– Jeszcze jeden – westchnął Teo. – Okazuje się, że moja staruszka ma przyjaciela lamę...
– Lama znaczy tyle co mistrz. Lamowie głoszą naukę, którą zdobyli w swoich klasztorach. Przed nimi wznosiła się świątynia – masywna, niepokojąca, okryta z wierzchu złotem, pobielona wapnem i ozdobiona wypacykowanymi różowymi chmurkami o czerwonym obrzeżu.
Z wnętrza dochodził, frazowany łoskotem bębna, natarczywy dzwoneczek: dzyń, dzyń, dzyń, bum, dzyń, dzyń, dzyń, bum!... Drzwiami wypadł jak bomba ubrany na czerwono mniszek, trzymający w ręku kadzielnicę, którą walnął w grzbiet przestraszonego psa. Jakiś inny chłopak zganił pierwszego i zaczęła się natychmiast przerywana wybuchami śmiechu bójka. Odpychająca świątynia zaraz nabrała wyglądu podwórka szkolnego podczas przerwy. Ciocia Marta zrobiła z dłoni daszek nad oczami i rozglądała się za swoim przyjacielem lamą. Szedł w ich stronę z promiennym uśmiechem, zacierając z rozradowania dłonie. Miał wygoloną głowę, był ubrany w śliwkowego koloru suknię z torsem przekreślonym jaskrawą żółcią, na czubek nosa osunęły mu się małe szkła w drucianej oprawie. Ukłonił się cioci Marcie.
– Witaj, młodzieńcze – powiedział, przygarniając Teo. – Dobrze się czujesz?
– Mówi po francusku? – zdziwił się Teo.
– Naturalnie – odparł lama Gampo. – Opuściłem Tybet z naszym dalajlamą, kiedy musiał, w 1959 roku, udać się na wygnanie. Dalajlama schronił się w Indiach, w Dharamsali, a my rozproszyliśmy się po całym świecie. Mnie los rzucił do Francji, ziemi błogosławionej, a dokładnie do Asnières.
– W 1959 roku! – wykrzyknął Teo. – Musisz być bardzo stary!
– Któż to wie? – rzucił lama z przebiegłym błyskiem w oku.
– Skoro mieszkasz w Asnières, co robisz tutaj?
Lama wskazał Himalaje. Trzeba od czasu do czasu odetchnąć śnieżnym powietrzem i poczuć bliskość, po drugiej stronie gór, ojczystego kraju.
– Wejdźmy – powiedział, poprawiając okulary.
Kiedy Teo pędził już do perystylu, lama go zatrzymał. Dobrze zacząć od zakręcenia młynkami modlitewnymi. Dwa takie młynki były przy wejściu do świątyni, oba ogromne, żółte i tak ciężkie, że Teo, choć starał się ze wszystkich sił, nie zdołał ich poruszyć.
– Po pierwsze kręcisz w złą stronę – rzekł lama – a to niedobrze. Niektórzy uważają nawet, że można w ten sposób ściągnąć na siebie nieszczęście. Trzeba zawsze obracać zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Teo spróbował i młyn jakby pod wpływem czarów – ruszył.
– Kręci się! – wykrzyknął. – Ale czemu to właściwie służy?
Lama wyjaśnił, że w środku młynka znajduje się zwój, na którym wypisano modlitwy. Żeby się pomodlić, wystarczy zakręcić pobożnie młynkiem.
– Praktyczne – skomentował te wyjaśnienia Teo.
– To prawda – przyznał lama. – Ale trzeba poświęcić na to sporo czasu. A jeśli nie czyni się tego ze szczerym sercem, wszystko na nic. Czy ty masz serce czyste i szczere?

Teo z zakłopotaniem wbijał wzrok w czubki adidasów. Jak się dowiedzieć, czy jest szczery, czy nie?
– Naprawdę nie wiem – wyznał.
– Doskonale – odparł lama. – Świadomość niewiedzy to początek zwątpienia, które prowadzi do mądrości. Teraz możesz obejrzeć freski.
W pierwszej chwili Teo zobaczył tylko szaleńczą gmatwaninę, w której można było wypatrzyć wykrzywione straszliwie czarne albo czerwone postacie z wybałuszonymi oczami, walczące na miecze w głębi burzowych chmur. Były tak potworne, że minęło trochę czasu, zanim Teo się do nich przyzwyczaił.
W kącie ćwiartowano ciało ogromną piłą, inne ciała obracały się na rożnie, jeszcze inne miały przebite języki.
– Przecież to piekło! – wykrzyknął.
– Tak, podziemia piekielne – szepnął lama. – Albo raczej klęska demonów. To działa na wyobraźnię. Skieruj jednak wzrok na środek, chłopcze. Zauważysz, że więcej jest tu scen rajskich niż piekielnych.
Teo wypatrzył figurę geometryczną, ale tak skomplikowaną, że trzeba było dobrze wytężyć wzrok, żeby w mnóstwie kręgów dostrzec siedzących w pozycji lotosu rozbudzonych i ośmiorakie bóstwa. Kiedy oczy się wreszcie do tego sposobu przedstawiania przyzwyczaiły, zauważył, że jeden z obrazków jest całkiem prosty.
Przedstawiał odwróconą tyłem kobietę, może jakąś boginię, która siedziała okrakiem na kolanach mężczyzny w pozycji lotosu i z miłością obejmowała go ramionami za szyję.
– Należą mi się wyjaśnienia – oświadczył z powagą. – Diabły, które się biją, piękne kombinacje kół i kwadratów, a tu nagle porno!
Lama Gampo uśmiechnął się jeszcze szerzej i przystąpił do wyjaśnień. Sceny z piekła symbolizują wieczną walkę bogów przeciwko demonom błędnego koła, to jest koła istnień. Bogów w pozycji lotosu widać w środku kręgów tej tradycyjnej figury, którą nazywa się mandalą. Jest ona zbudowana z kwadratu zamkniętego w kole otoczonym kołami znowu zamkniętymi w kwadracie. Są w niej cztery bramy, a koło środkowe, to najmniejsze, przedstawia kosmos, w którym najwyższa mądrość unosi się na oceanie radości. MancLala to wizja idealnego pałacu istoty, którą buddyści nazywają bóstwem. W jego środku zasiadają spleceni w uścisku mężczyzna i kobieta.
Jeśli chce się zrozumieć mandalę i ocean radości, trzeba przyjrzeć się uważniej fragmentowi, który Teo uznał za pornograficzny.
Oczywiście – przyznał lama – chodzi tu o płciowe połączenie mężczyzny z kobietą w jednej z najbardziej znanych na świecie pozycji. Nie to jest jednak istotą tej sceny, najważniejsze jest to, że ten święty wizerunek przedstawia przede wszystkim stopienie się boga z energią kobiecą, z śakti. Pokazując akt płciowy sam w sobie, przedstawiono w istocie prawdę nigdy nie dopełnionej medytacji.
Tak więc boska jedność zasady męskiej z żeńską jest doskonałością pozwalającą osiągnąć skupienie umysłu, z którego nagle wyłania się pochłaniający świadomość ocean radości […]

Mnich osiąga stan medytacji, koncentrując się na energii kobiecej, źródle oświecenia. Teo zrobił na wszelki wypadek zdjęcie, żeby pokazać boską jedność Fatu. Jeśli dobrze zrozumiał, właśnie ona jest dla niego śakti.
– Teraz możemy wejść do środka – powiedział uprzejmym głosem lama.
Na podłodze z wypolerowanych listewek rządek mniszków w śliwkowych sukniach mamrotał monotonne modły.
Jednocześnie chłopcy uderzali zakrzywionymi pałeczkami w spore bębenki, które trzymali w rękach. Od czasu do czasu krępy mnich groził im batem, jeśli się mylili, a nawet – choć z rzadka – uderzał lekko któregoś. Jakiś lama oddawał się pośrodku świątyni nader dziwnemu zajęciu: w pozycji stojącej wznosił złożone dłonie nad głowę, potem opuszczał je na wysokość szyi, później serca, a na koniec kładł się na szerokiej desce, by zaraz się dźwignąć z pomocą drążków i zacząć wszystko od początku.
– Co oni mruczą? – spytał najpierw Teo.
– Nauki bodhisattwów – odparł lama. – Ale naszą formułę usłyszysz po drodze z ust naszych pielgrzymów. Om Mani Padme Hum. Budda dał światu niezliczone formuły, które nazywamy mantrami. Ta, którą ci podałem, jest znana wszystkim, natomiast te, których uczą się przyszli mnisi, są tak trudne, że czasem się mylą.
– To jeszcze nie powód, żeby smagać batem! – oburzył się Teo.
– Kwestia dyscypliny. Po pierwsze, rozluźnia to skurcze mięśni pleców, a po drugie, mistrz powinien okazywać zawsze nieco surowości swoim uczniom. Tak to jest.
– Częstowano mnie już tym w Jerozolimie – westchnął Teo. – A ten gimnastyk?
– Te pokłony są męczące, ale konieczne – oświadczył lama Gampo. – Stanowią lekarstwo na pychę. Obejdźmy świątynię.
I wtedy Teo zobaczył w półmroku gigantyczny złocisty posąg jakby uśmiechniętego Buddy z wyciągniętymi rękami. Wokół szyi miał owinięte kolorowe szarfy, a na ramionach wielki płaszcz z żółtego atłasu. Przed nim wznosiły się nad ołtarz pęki jakby pomalowanych margerytek, które robiły wrażenie wyrzeźbionych z wosku.
– Budda – szepnął Teo.
– Nie, to bodhisattwa – poprawił go lama. – Ale jeśli chcesz, możesz uważać, że to Budda, gdyż każdy bodhisattwa kroczy drogą wiodącą do Obudzenia.
– Te kwiaty wyglądają bardzo ładnie – uznał Teo.
– Są z masła – wyjaśniła ciocia Marta.
Z masła? Teo nie wierzył własnym uszom. Podszedł i musnął kwiat końcem palca wskazującego. Dotknął języka: jakby smalec. Kwiaty były rzeczywiście wyrzeźbione z masła.
– Roztopią się! – wykrzyknął.
– Pst!... – szepnęła ciocia Marta. – W Himalajach nie brakuje wody, ale jest zimno. Tłuszcz, a więc masło, jest tutaj równie cenny jak w Indiach woda. A w tym klimacie masło się nie roztapia.
Teo znowu podszedł bliżej. Budda wpatrywał się w niego spod przymkniętych, ciężkich powiek. Mięsiste wargi były wykrzywione w półuśmiechu, zamykającym w sobie niemą wieczność. Mniszkowie zaśpiewali głośniej, strzelił bat, rozległ się uroczysty dźwięk gongu, od którego zadrżały deski podłogi. Kadzidło, masło, jakaś tłusta woń, sylaby śpiewane jednym tonem, widok skupionych dzieci — we wszystkim była jakaś głęboka powaga […].

Utwór Catherine Clement łączy w sobie elementy powieści przygodowej, detektywistycznej, rozwojowej, edukacyjnej, romansu, reportażu. Najważniejszym jednak elementem spajającym utwór jest podróż. To w podróży bowiem główny bohater – Teo – przechodzi swoiste duchowe przebudzenie, próbuje odpowiedzieć na wiele nurtujących go pytań, szuka lekarstwa na swoją tajemniczą chorobę oraz odnajduje – w pewnym sensie – własną tożsamość.

Po przeczytaniu powyższego fragmentu książki Catherine Clement Podróż Teo odpowiedz na pytania i wykonaj polecenia.

Ćwiczenie 1.1

W jaki sposób spotkanie z filozofią buddyjską mogło wpłynąć na samopoczucie Teo?

Ćwiczenie 1.2

Opisz uczucia i emocje, jakie wywołały w bohaterze miejsca, które zobaczył.

Ćwiczenie 1.3

Czy spotkanie to można nazwać przygodą? Dlaczego?

Ćwiczenie 1.4

Utwórzcie mapę myśli dla pojęcia „podróż”. W pracy wykorzystajcie własną wiedzę i pomysłowość, możecie skorzystać z zasobów internetu i informacji z poniższej definicji.

Definicja: Podróż

Symbol drogi życia lub w szczególności symbol poszukiwania duchowych i psychicznych celów, z punktu widzenia psychoanalizy można ją rozumieć jako „symbol marzeń sennych i między innymi pragnienie przemiany […]”. Podróż oznacza „poszukiwanie prawdy, pokoju, nieśmiertelności, mistycznego Centrum Duchowego, wtajemniczenie, drogę do światła w ciemnościach […], poszukiwanie swego Ja, niezgodę na siebie samego, daremną ucieczkę od siebie […] poszukiwanie porządku mistycznego i psychicznego oczyszczenia”. Szczególnym typem podróży jest też podróż inicjacyjna, związana z pokonywaniem przez adepta kolejnych etapów drogi oraz z odbywaniem przez niego przewiedzianych dla ceremonii inicjacyjnych prób, a także „podróż po śmierci”, znana z tybetańskiej Księgi Umarłych, które to dzieło należy, co warto podkreślić, do ulubionych lektur Teo. Jest wreszcie podróż jedną z podstawowych „poglądowych” form kształcenia.

Ćwiczenie 2

Wskaż w powyższym fragmencie powieści elementy, które mają cechy reportażu.

Definicja: Reportaż

Typ wypowiedzi/relacji przedstawiającej ludzi i zdarzenia znane autorowi z bezpośredniej obserwacji w czasie podróży lub uzyskane za pomocą wywiadu.

Ćwiczenie 3.1

Z czego słynie Darjeeling? Opisz miasto na podstawie materiałów przygotowanych w domu oraz przeczytanego fragmentu książki Catherine Clement Podróż Teo.

Ćwiczenie 3.2

Opiszcie ukazaną w powieści Catherine Clement buddyjską świątynię i przedstawcie w klasie najsłynniejsze zdjęcia świątyń, jakie udało się wam przygotować w domu.

Ćwiczenie 3.3

Skomentuj, jak wygląda posąg Buddy. Jakie emocje wywołuje w Teo?

Ćwiczenie 3.4

Czy uważasz, że dialogi, jakie prowadzą ze sobą bohaterowie książki, mają charakter edukacyjny i można je nazwać „dialogami z tezą”? Uzasadnij swoją opinię, uwzględniając odpowiedzi na następujące pytania:

  • Jaka rolę w tych dialogach odgrywa mentor?

  • Czy, twoim zdaniem, ciotka Marta także była mentorem dla Teo? Dlaczego?

  • Wyjaśnij, czy mentor obecnie jest wciąż potrzebny.

  • Masz swojego mentora? Kto nim jest?

Maksa Ehrmanna rady na temat dobrego życia

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swą opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie.
Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa, niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne czy nie, wszechświat jest bez wątpienia na dobrej drodze. […] Przy całej swej złudności i znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Dąż do szczęścia.

Ćwiczenie 4

Wyróżnij z Dezyderaty te fragmenty, które mogłyby stanowić motto lekcji i być wskazówką dla poszukujących szczęścia.

Pieśń o szczęściu Baczyńskiego

Wysłuchaj Wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pt. Pieśń o szczęściu śpiewanego przez Czesława Mozila i Melę Koteluk.

Zadaniowo

Ćwiczenie 5

Sformułuj dziesięć rad/zasad, które mogłyby być wykorzystywane w codziennym dążeniu do szczęścia. W swojej pracy możesz wykorzystać cytaty z przeczytanych i wysłuchanych na lekcji utworów.