Statek parowy Źródło: Robert E. Lee, Statek parowy, 1884, domena publiczna.
Statek parowy
Robert E. Lee, Statek parowy, 1884, domena publiczna
Ćwiczenie 1

Wyobraźcie sobie, że macie do wykonania zadanie, którego nie lubicie. Wymyślcie konkretne polecenie i przeanalizujcie możliwe rozwiązania, wykorzystując uproszczony schemat drzewka decyzyjnego.

Ćwiczenie 2

Obejrzyj ilustracje do pierwszego wydania „Przygód Tomka Sawyera” Marka Twaina. Co możesz powiedzieć o głównym bohaterze na podstawie tych grafik?

Ćwiczenie 3

Przeczytaj fragment „Przygód Tomka Sawyera” Marka Twaina. Zwróć uwagę na to, jakie rozwiązanie wobec konieczności pomalowania parkanu przyjął bohater powieści.

Nadszedł sobotni ranek. Słońce świeciło jasno, cały świat się zielenił i kipiał życiem. [...]

Tomek zjawił się na ścieżce z wiadrem rozrobionego wapna i pędzlem na długim trzonku. Ledwie spojrzał na parkan, porzucił wszelką nadzieję, a jego dusza pogrążyła się w głębokim smutku. Parkan miał trzydzieści jardów długości i dziewięć stóp wysokości! Świat wydał się Tomkowi pusty, a życie stało mu się nieznośnym jarzmem. Z westchnieniem zanurzył pędzel i przejechał nim po górnej desce. Machnął pędzlem jeszcze dwa razy, porównał niepozorną białą smugę z ogromem niepomalowanego parkanu i zrozpaczony usiadł na ogrodzeniu z drzewa.

[...] Myślał o tym, jak wesoło zamierzał spędzić ten dzień, i zrobiło mu się bardzo smutno. Za chwilę chłopcy na wolnej stopie będą tędy biegli na różne wspaniałe wyprawy i posypią się żarty z Tomka, że musi pracować – sama myśl o tym paliła jak ogień! Wydobył wszystkie swe skarby, poddał je oględzinom: szczątki zabawek, kule do gry i różne rupiecie. W sam raz tyle, ile trzeba, by zapłacić za krótkie zastępstwo w robocie, ale na pewno za mało, aby kupić pół godziny prawdziwej wolności. Włożył więc z powrotem do kieszeni swoje ubogie skarby i pożegnał się z myślą o przekupieniu chłopców. W tej chwili czarnej rozpaczy nagle olśniło go natchnienie. Nie mniej i nie więcej, tylko wspaniała, genialna myśl!

Wziął pędzel do ręki i z całym spokojem zabrał się do roboty. Niebawem pojawił się na widowni Ben Rogers, ten sam, którego docinków najbardziej się obawiał. Ben nadchodzi w podskokach, co dowodziło, że lekko mu było na sercu i że wysoko szelma celował. Zajadał jabłko, a w wolnych chwilach gwizdał przeciągle i melodyjnie, po czym następowały głębokie tony: bim‑bom‑bom, bim‑bom‑bom – gdyż był właśnie parowcem. [...]

Tomek malował, zupełnie nie zwracając uwagi na parowiec.

Ben otworzył szeroko oczy i powiedział:

– Aha, wrobili cię, co?

Odpowiedzi nie było. Tomek okiem artysty ocenił ostatni ślad pędzla na parkanie, potem miękkim pociągnięciem poprawił, odstąpił i znów bystro przyglądał się wynikowi. Ben stanął obok niego. Tomkowi ślinka szła na widok jabłka, ale nie odrywał się od pracy. Ben zapytał:

– Cóż to, stary, pracuje się, co?

Tomek odwrócił się na pięcie i zawołał:

– Ach, to ty, Ben! Wcale cię nie zauważyłem!

– Słuchaj, idę się kąpać, wiesz. Może byś poszedł ze mną? Ale, prawda, ty wolisz pracować, no nie?

Tomek obejrzał kolegę od stóp do głowy i zapytał:

– Co nazywasz pracą?

– Jak to, czyż to nie jest praca?

Tomek znów zabrał się do malowania i powiedział z niedbałą miną:

– Może to jest praca, a może nie. Wiem tylko, że tak się podoba Tomkowi Sawyerowi.

– Nie bujaj, że lubisz malować parkany.

Pędzel nie ustawał w pracy.

– Że lubię? Dobryś sobie. Czemu miałbym nie lubić? Nie co dzień zdarza się człowiekowi sposobność malowania parkanu.

To zupełnie zmieniło postać rzeczy. Ben przestał jeść jabłko. Tomek delikatnie głaskał parkan pędzlem, raz po raz cofał się, by zobaczyć, jak to wypadło, tu lub ówdzie poprawił i znów sprawdzał, czy wynik go zadowoli. Ben śledził każdy jego ruch. Coraz bardziej go to interesowało. Nagle powiedział:

– Słuchaj, Tomek, daj mi trochę pomalować!

Tomek zastanowił się przez chwilę. Już miał pozwolić, ale się rozmyślił.

– Nie, nie, Ben, to się nie da zrobić. Widzisz, ciotka Polcia wprost trzęsie się nad tym parkanem, zwłaszcza tu od strony ulicy, sam rozumiesz... Gdyby to było za domem, nie miałbym nic przeciwko temu, a i ona słowa by nie rzekła. Ale tutaj – na zimne dmucha! To musi być zrobione niezwykle starannie. Nie wiem, czy na tysiąc, a nawet na dwa tysiące chłopców znajdzie się jeden, który umiałby to zrobić tak jak trzeba.

– Co ty mówisz? Słuchaj, daj mi tylko spróbować, mały kawałek! Ja bym ci pozwolił.

– Ben, zrobiłbym to, indiańskie słowo honoru, ale ciotka Polcia! Wiesz, Jim chciał malować – nie pozwoliła, Sid też chciał – mowy nie było. Zrozum moje położenie! Gdybyś zaczął malować i potem coś się stało...

– Ach, nie gadaj! Będę uważał. Daj mi spróbować! Słuchaj, zostawię ci środek jabłka.

– No to dawaj... Chociaż... lepiej nie! Mam pietra.

– Dam ci całe jabłko!

Tomek oddał wreszcie pędzel z niechęcią na twarzy, a z wielką radością w sercu. I podczas gdy niedawny parowiec [...] pracował w pocie czoła, artysta, który poniechał pędzla, siedział obok na beczce w cieniu, dyndał nogami, zajadał jabłko i myślał o rzezi dalszych niewiniątek.

Ofiar było w bród. Co chwila zjawiali się chłopcy. Przybiegli, aby drwić z Tomka, i zostawali, aby malować parkan. Kiedy Ben upadał już ze zmęczenia, Tomek wypożyczył z kolei pędzel Billowi Fisherowi w zamian za latawca w dobrym stanie, a gdy i Bill miał już dosyć, prawo bielenia nabył Johnny Miller za zdechłego szczura i kawałek sznurka, na którym można nim było wywijać. I dalej, i dalej, godzina za godziną. A kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, Tomek, który rano był jeszcze nędzarzem, opływał teraz we wszelkie bogactwa. Oprócz wyżej wymienionych przedmiotów miał dwanaście kul do gry, połamane organki, kawałek niebieskiego szkła z butelki, przez które można było patrzeć, gołą szpulkę, klucz, który niczego nie otwierał, kawałek kredy, szklany korek od karafki, ołowianego żołnierza, dwie kijanki, sześć kapiszonów, kotka z jednym okiem, mosiężną klamkę, obrożę, ale bez psa, rękojeść noża, cztery skórki pomarańczowe i starą rozbitą ramę okienną.

Czas spędzał bardzo miło, w licznym towarzystwie i nic nie robił, a parkan pokryty został trzema warstwami wapna. Gdyby mu w końcu nie zabrakło bielidła, byłby wszystkich chłopców z całego miasteczka doprowadził do ruiny majątkowej.

Tomek uznał, że świat mimo wszystko nie jest taki zły. Sam o tym nie wiedząc, odkrył wielkie prawo poczynań ludzkich, a mianowicie: jeśli chcemy obudzić w dorosłym lub dziecku pragnienie jakiejś rzeczy, musimy ją przedstawić jako trudną do osiągnięcia. Gdyby był wielkim mędrcem (takim jak autor tej książki), toby pojął, że pracą jest to, co musimy robić, a przyjemnością – czego robić nie musimy. [...]

Mark Twain

Naprawdę nazywał się Samuel Langhorne Clemens. Pisarz amerykański, autor m.in. powieści „Przygody Tomka Sawyera”, „Przygody Hucka” oraz „Książę i żebrak”. Jego życie było niezmiernie ciekawe: był wędrownym drukarzem, górnikiem w kopalniach srebra, pilotem parostatków, poszukiwaczem złota i dziennikarzem.

Ćwiczenie 4

Zaznacz w tekście opowiadania na niebiesko nazwy rzeczy, które posiadał Tomek przed malowaniem parkanu, a na czerwono – rzeczy będące w posiadaniu Tomka, kiedy skończył pracę. O czym to świadczy?

Ćwiczenie 5

Przepisz tutaj lub do zeszytu dwa zdania z rozmowy Tomka z Benem Rogersem, których chłopiec użył jako argumentów.

Ćwiczenie 6

Wyjaśnij, dlaczego najpierw Benowi, a potem pozostałym chłopcom malowanie parkanu wydało się tak atrakcyjne. Swoją odpowiedź zapisz tutaj lub w zeszycie.

Ćwiczenie 7

Jak oceniasz postępowanie Tomka? Uzasadnij swoje zdanie. Zapisz swoje refleksje tutaj lub w zeszycie.

Ćwiczenie 8

Przepisz dwa zdania – tutaj lub do zeszytu – z wypowiedzi narratora, którymi podsumował przyjęte przez Tomka rozwiązanie. Zastanów się, czy można je nazwać złotą myślą.

Ćwiczenie 9

Porównajcie Tomka Sawyera ze Sture’em, bohaterem tekstu pt. „Pracowitemu wszystko się udaje”. Uwzględnijcie:

  • sposób spędzania wolnego czasu,

  • relacje z innymi,

  • stosunek do pracy,

  • zainteresowania,

  • zdolności.