Pokaż spis treści
Wróć do informacji o e-podręczniku
Mentor Źródło: www.pixabay.com, fotografia barwna, domena publiczna.
ILUSTRACJA: Mentor
www.pixabay.com, fotografia barwna, domena publiczna

Idealny nauczyciel to mistrz – niedościgniony wzór cnót i skarbnica mądrości, mentor i przewodnik, inspirator, wychowawca i przyjaciel. Czy zawsze tak jest?

Już wiesz

Przypomnij sobie wiersze, których głównym tematem jest poezja.

Stowarzyszenie umarłych poetów

Carpe diem_napis Źródło: Phill Connell, fotografia barwna, licencja: CC BY-NC-ND 2.0.
ILUSTRACJA: Carpe diem_napis
Phill Connell, fotografia barwna, licencja: CC BY-NC-ND 2.0
Nancy H. Kleinbaum Stowarzyszenie umarłych poetów

Świt pierwszego dnia szkoły wstał jasny i promienny. Chłopcy z najmłodszych klas wpadali pędem do łazienki, myli się w pośpiechu i mknęli z powrotem do pokojów, by zdążyć się ubrać i spakować przed lekcjami.
– Te siódmaki są tak nerwowe, że z wrażenia narobią zaraz w gacie – stwierdził Neil, ochlapując sobie twarz zimną wodą.
– Ja czuję się podobnie – wyznał Todd.
– Nie przejmuj się. Pierwszy dzień zawsze jest trudny – pocieszał Neil. – Jakoś sobie poradzimy. Zawsze jakoś sobie radzimy.
Skończyli poranną toaletę, ubrali się i pobiegli do budynku szkolnego na pierwszą lekcję chemii.
– Nie powinienem był spać tak długo – rzucił Neil. – Ominęło mnie śniadanie i teraz burczy mi w brzuchu.
– Mnie też burczy, ale z innych powodów – powiedział Todd, gdy wchodzili do laboratorium.
Knox, Charlie, Cameron, Meeks i inni uczniowie siedzieli już na swoich miejscach. Łysiejący nauczyciel w okrągłych okularach rozdawał przy katedrze opasłe zbiory zadań i ćwiczeń laboratoryjnych.
– Poza zadaniami z podręcznika – mówił surowym głosem – każdy z was będzie musiał wykonać dowolne trzy doświadczenia laboratoryjne i co pięć tygodni będzie zdawał mi sprawozdanie z jednego z nich. Na jutro proszę się przygotować do pierwszych dwudziestu zagadnień z pierwszego rozdziału.
Charlie Dalton, spoglądając to na tekst w podręczniku, to na nauczyciela, w rozpaczy wzniósł oczy ku niebu. Z niedowierzaniem spojrzał na Knoxa Overstreeta. Obaj z dezaprobatą pokręcili głowami. Todd chyba jedyny w klasie zdawał się nie przejmować ani podręcznikiem, ani tym, co mówił nauczyciel. Pedagog grzmiał dalej, ale po słowach „do pierwszych dwudziestu zagadnień” chłopcy przestali zwracać na niego uwagę. W końcu zadźwięczał dzwonek i przeszli do klasy pana McAllistera.
McAllister, prawdopodobnie jedyny w historii współczesnego szkolnictwa łacinnik ze szkockim akcentem, nie marnując czasu, przeszedł od razu do rzeczy. Wręczył każdemu podręcznik i zakomenderował:
– Zaczniemy od deklinacji rzeczowników. Uwaga, słuchać! Agricola, agricolae, agricolae, agricolam, agricole… – Spacerował po klasie, recytując odmiany rzeczowników, podczas gdy chłopcy rozpaczliwie usiłowali zapamiętywać końcówki deklinacyjne. Po czterdziestu minutach zatrzymał się i spojrzał na uczniów. – Jutro pytam z deklinacji tych rzeczowników, moi drodzy. To zadanie w sam raz dla was. – Odwrócił się do tablicy, a za jego plecami rozległ się ponury, męczeński jęk.
Przed dalszym ciągiem wywodów McAllistera wybawił chłopców dzwonek kończący lekcję.
– Ten facet ma bzika! Nigdy się tego nie nauczę w ciągu jednego popołudnia – jęknął Charlie.
– Nie przejmuj się – pocieszył go Meeks. – Pokażę wam bardzo dobry system wkuwania. Przysiądziemy nad tym dziś wieczorem. Chodźmy, bo spóźnimy się na matmę.
Ściany klasy doktora Hagera obwieszone były tablicami i wykresami matematycznymi. Na półkach leżały plastikowe modele brył geometrycznych. Na ławkach czekały już podręczniki.
– Nauka trygonometrii wymaga wielkiej systematyczności – perorował doktor Hager. – Każdy, kto nie odrobi zadania domowego, otrzyma jeden punkt karny, który będzie uwzględniany przy ocenie na koniec semestru. Uprzedzam was o tym, żeby nikt nie miał do mnie później pretensji. Kto zechce podać mi definicję cosinusa?
Do odpowiedzi poderwał się Richard Cameron.
– Cosinus jest odwrotnością sinusa kąta alfa. Jeśli kąt alfa zdefiniujemy jako…
Przez całą lekcję doktor Hager bombardował klasę pytaniami z trygonometrii. Ręce podnosiły się i opadały, uczniowie niczym roboty wstawali i siadali, recytowali odpowiedzi lub dukali nieporadnie, wysłuchując ostrych reprymend za popełniane błędy.
Kiedy wreszcie odezwał się dzwonek, wszyscy mieli wrażenie, że dzwoni o całe czterdzieści pięć minut za późno.
– Dzięki Bogu – wymamrotał Todd, składając zeszyty i książki. – Zdawało mi się, że nie wytrzymam już ani minuty dłużej.
– Do Hagera można się przyzwyczaić – pocieszał go Meeks. – Kiedy złapiesz tempo, pójdzie ci jak po maśle.
– Na razie wydaje mi się, że jestem sześć okrążeń do tyłu – burknął Todd, zbierając się do wyjścia.
Czekała ich następna lekcja. Bez słowa weszli do klasy języka angielskiego, rzucili książki na ławki i usiedli ciężko na krzesłach. Nawet nie zauważyli, że nie są już sami.
Wpatrując się w okno, przy katedrze siedział nieruchomo nowy nauczyciel języka angielskiego. Chłopcy czekali w milczeniu, wdzięczni za chwilę spokoju, która nastąpiła nieoczekiwanie po kilku godzinach stresu. Keating ciągle spoglądał w okno. Chłopcy w końcu zaczęli się wiercić.
Wreszcie Keating wstał. Wziął do ręki patyczek, który nie wiadomo skąd znalazł się w sali, i zaczął przechadzać się między rzędami. Zatrzymał się przed jednym z uczniów i popatrzył mu w oczy.
– Nie obawiaj się – powiedział łagodnie do chłopca, który natychmiast oblał się rumieńcem. Ruszył dalej, patrząc po kolei każdemu w twarz.
– Hmm, hmmm – powiedział głośno, stając przed Toddem Andersonem. – Hmm, hmmm – powtórzył to samo przed Neilem Perrym.
– Ha! – uderzył patyczkiem w otwartą dłoń i dużymi krokami wrócił na środek klasy. – Uwaga, wytężcie swoje młode umysły! – krzyknął, wodząc po klasie oczami i wymachując patyczkiem. Nagle wskoczył na swoje biurko i stanął przodem do uczniów. – „O kapitanie mój, kapitanie!” – wyrecytował żarliwie i umilkł, patrząc uważnie na chłopców. – Kto wie, skąd pochodzi ten cytat? Proszę? Nikt? – Wpatrywał się w nich przenikliwie.
Nie podniosła się żadna ręka. […]

– W taki oto sposób, moi kochani żacy – wyjaśnił łagodnie – napisał o Abrahamie Lincolnie pewien poeta, który nazywał się Walt Whitman. Na naszych lekcjach możecie zwracać się do mnie: „panie Keating” albo po prostu: „O kapitanie mój, kapitanie!” – Zeskoczył z biurka i znowu zaczął przechadzać się między rzędami. – Jako że zapewne dotarły do was plotki na temat mojej skromnej osoby, pozwólcie wyjaśnić, iż owszem, jestem wychowankiem tej zacnej instytucji, oraz że wcale nie posiadam w związku z tym charyzmatycznej osobowości. Niemniej jednak… gdybyście zamierzali mnie naśladować, to nie wątpię, że będzie to miało jak najbardziej pozytywny wpływ na wasze stopnie. A teraz, panowie, zbierajcie swoje książki i pójdźcie za mną do Sali Reprezentacyjnej!
Wyciągnął przed siebie rękę i trzymając patyczek jak drogowskaz, pomaszerował ku drzwiom. Po chwili zniknął na korytarzu. Chłopcy siedzieli w ławkach, nie bardzo wiedząc, co zrobić.
– Lepiej będzie, jeśli pójdziemy – powiedział po namyśle Neil.
Wzięli książki i notatniki i wyszli na korytarz. Nie widząc nigdzie nauczyciela, poszli w kierunku Sali Reprezentacyjnej.
Kiedy weszli do środka, Keating spacerował dookoła sali. Z uwagą oglądał porozwieszane na ścianach fotografie, z których najstarsze pochodziły jeszcze z poprzedniego wieku. Na półkach i w szklanych gablotkach wystawione były okazałe puchary i różnego rodzaju szkolne nagrody.
Kiedy chłopcy już usiedli, Keating odwrócił się do nich twarzą.
– Pan… – Keating zerknął na listę uczniów – Pitts. Raczej niefortunne nazwisko. Proszę wstać, panie Pitts.
Pitts wstał.
– Drogi Panie Pitts, otwórz podręcznik na stronie pięćset czterdziestej drugiej i przeczytaj nam pierwszą strofę wiersza, którą tam znajdziesz.
Pitts przewertował książkę.
– Chodzi o wiersz Dziewicom, by próżno nie czekały?
– Właśnie o ten – przytaknął Keating.
Po sali przeleciał szmer tłumionego chichotu.
– Uwaga, czytam. – Pitts chrząknął z powagą.
”Rwijcie pąki swoich róż, póki jeszcze możecie,
Bo czas uleci, choć stary swym wiekiem.
Kwiat, co dziś uśmiechem się ukłoni,
Umrze jutro w waszej dłoni”.
Pitts przerwał.
– Rwijcie pąki swoich róż – powtórzył Keating. – Po łacinie myśl tę można wyrazić zwrotem carpe diem. Czy ktoś wie, co ten zwrot znaczy?
Carpe diem – wyrwał się natychmiast Meeks, mistrz w łacinie – znaczy tyle, co „chwytaj dzień”.
– Doskonale, panie…?
– Meeks.
– Doskonale panie Meeks. Zatem „chwytaj dzień” – powtórzył Keating. – Jak myślicie, dlaczego poeta napisał te słowa?
– Pewnie mu było spieszno – rzucił ktoś z tyłu.
Chłopcy parsknęli śmiechem.
– Nie, nie, nie! – powiedział w uniesieniu Keating. – Napisał tak, ponieważ jesteśmy tylko pokarmem dla robactwa. Ponieważ jest nam dane ujrzeć tylko kilka wiosen i kilka jesieni. Ponieważ któregoś dnia, choć trudno w to uwierzyć, każdy z nas przestanie oddychać, zrobi się zimny, umrze! – Przerwał nagle. – Proszę wstać – polecił. – Przyjrzyjcie się uczniom, którzy chodzili do tej szkoły sześćdziesiąt, siedemdziesiąt lat temu. Śmiało, zbliżcie się, spójrzcie na ich twarze.
Chłopcy wstali i podeszli do ściany, na której w długim rzędzie wisiały portrety niegdysiejszych uczniów. Popatrzyli na spoglądające na nich z dalekiej przeszłości młode oczy.
– Niczym się od was nie różnią, prawda? Ta sama nadzieja w oczach, ta sama wiara w dokonanie w życiu wielkich rzeczy. Jak w wielu z was. Cóż, gdzie te uśmiechy? Co z nadzieją?
Chłopcy w zamyśleniu wpatrywali się w fotografie. Keating ruszył dookoła sali i zaczął pokazywać palcem kolejne zdjęcia.
– Ilu z nich udało się dokonać choć odrobinę z tego, do czego byli zdolni, zanim zorientowali się, że jest już za późno? Czy w pogoni za wszechwładnym bogiem sukcesu… nie pogubili swoich chłopięcych marzeń? Trzeba wam wiedzieć, że większość z tych dżentelmenów użyźnia teraz ziemię pod cmentarnymi żonkilami! A jednak, jeśli tylko mocno wytężycie słuch – usłyszycie ich wołanie. Zbliżcie się do nich – zachęcił – Śmiało. Słyszycie? Słyszycie ich głos?
W sali zapanowała cisza. Niektórzy chłopcy niepewnie podeszli do fotografii.
Carpe diem – wyszeptał Keating niskim głosem. – Chwytajcie dzień. Uczyńcie wasze życie niezwykłym.
Todd, Neil, Knox, Charlie, Cameron, Meeks, Pitts i wszyscy pozostali w napięciu wpatrywali się w zdjęcia na ścianach.
Zdawało się, że twarze z czarno‑białych fotografii naprawdę do nich przemawiają. Z głębokiego zamyślenia wyrwał ich dzwonek.
– Dziwak – stwierdził Pitts, kiedy pakowali książki.
– Przynajmniej raz coś innego – powiedział w zadumie Neil.
– Lekcja z duchami – podsumował Knox nieco drżącym głosem.
– Jak myślicie, czy on zrobi z tego jutro klasówkę? – spytał niepewnie Cameron.
– Daj spokój, Cameron! – zaśmiał się Charlie. – Ty kompletnie nic nie kapujesz.

Nancy H. Kleinbaum, Stowarzyszenie umarłych poetów, tłum. Paweł Laskowicz, Poznań 2003, s. 22–28.
Robin Williams Robin Williams, odtwórca roli Johna Keatinga w filmie Stowarzyszenie umarłych poetów (1989, reż. Peter Weir) Źródło: Thierry Ehrmann, Robin Williams, rysunek, licencja: CC BY 2.0.
Robin Williams, odtwórca roli Johna Keatinga w filmie Stowarzyszenie umarłych poetów (1989, reż. Peter Weir)
Thierry Ehrmann, Robin Williams, rysunek, licencja: CC BY 2.0

Po przeczytaniu przywołanego fragmentu powieści Nancy H. Kleinbaum wykonaj następujące polecenia:

Ćwiczenie 1.1

Przedstaw krótkie charakterystyki nauczycieli ukazanych w przytoczonym wyżej tekście. Wyjaśnij, jaki był kontakt tych nauczycieli z uczniami. Czym różniła się metoda pana Keatinga od metod stosowanych przez innych nauczycieli?

Ćwiczenie 1.2

Wyjaśnij, co oznaczają w tym fragmencie powieści słowa carpe diem.

Ćwiczenie 1.3

Określ, w jakim kontekście pan Keating interpretuje słowa carpe diem.

Ćwiczenie 1.4

Zastanów się i powiedz, w jaki sposób ty realizujesz zasadę carpe diem.

Ćwiczenie 1.5

Pracując w grupach, określcie, czym jest poezja dla pana Keatinga.

Czym jest poezja dla poetów? (I)

Poezja1 Źródło: www.pixabay.com, fotografia barwna, domena publiczna.
ILUSTRACJA: Poezja1
www.pixabay.com, fotografia barwna, domena publiczna
Julian Tuwim Poezja

Powstał w duszy mej wprost szaleńczy plan,
Plan, który można przyrównać herezji:
Niech się dzisiaj dowie wszelki stan,
Co ja właściwie sądzę… o poezji.

Jakie w tej sprawie „przekonania” mam,
Jak brzmią zasady tej mojej „teorii”,
Niech słucha mędrzec i niech słucha cham
Teoretycznej mej fantasmagorii!

Będą te słowa jak taneczny krok!
[…]
Byłaś, Poezjo, teatralną grą,
Miałaś swe stałe, stare rekwizyty,
Lecz oto moce niesłychane prą,
I śpiew Powszechny bije pod błękity!
[…]
Chcę swoje tańce, żale i zachwyty,
Smutki, spojrzenia, szaleństwa i burze,
Tęcze, koszmary, jesienie, podróże,
Noce, księżyce, wichry i błękity,

Pożary, gniewy, przemknienia i cienie,
Rozpusty, słońca, zwycięstwa i róże,
Przepaści, zbrodnie, niziny, przestrzenie –
Wszystko na moje wyprowadzić szczyty.
[…]
Znajduję echa, co dźwięczą wspaniale!
Że dusza moja znalazła Patronów
Śród lat minionych, śród ofiarnych dymów
Wielkich Kapłanów – nie pośród histrionów.
[…]
Och, nie! Nie śmiejcie się, żem jest „prorokiem”!
To nie proroctwo! To wola! To pewność!
Poezja moja – to nie tylko śpiewność,
Zrodzona szczęściem lub żalem głębokim…
To Rewolucja Dusz! To śmiałe Rzuty!
(…Ale i rzewność, niezgłębiona rzewność…)
To są przeczucia człowieka, co, skuty
Słowem i myślą, i życia wyrokiem,
W czynie nie może wykazać swej buty!

Dosłownie, dobitnie, wyraźnie,
Dla powszechnego zrozumienia.
Bo o czymż mówię?
O jednej wszechobecnej Sprawie,
O prawdzie wiadomej, o bezspornej oczywistości:
Sławię Bogo‑Ducha, przez tysiączne Rzeczy i Wcielenia.
Przez fale wieków i światów ogromy,
Sławię dzieje, pochwalam istnienie,
Tłumaczę śmierć.
[…]
Nie chcę wam być przodownikiem,
Chętnie w tłum się wcisnę,
[…]
Chodźcie, chodźcie,
O, rozmaici, oddzielni, wszyscy współcześni!
Muzyka gra marsza!
O, żywe, porywające, radosne akordy!
Co się dzieje! Co się dzieje!
Nauczyłem się cudownej pieśni,
Tryumfuję, szaleję z radości,
Upiłem się światem Bożym,
Pokochałem ostateczną miłością,
Za pan brat jestem z nieskończonością!
Chodźcie, chodźcie!
[…]

Julian Tuwim, Poezja, [w:] tegoż, Wybór poezji, Poznań 2013, s. 10–16.

Po przeczytaniu wiersza Poezja Juliana Tuwima wykonaj następujące polecenia:

Ćwiczenie 2.1

Wyjaśnij, jakie znaczenie ma poezja dla Juliana Tuwima.

Ćwiczenie 2.2

Przedstaw osobiste spojrzenie autora na poezję. Scharakteryzuj je. W odpowiedzi wykorzystaj słowa klucze: „kompromis” i „herezja”.

Ćwiczenie 2.3

Wskaż, do kogo autor zamierza kierować swoje utwory. Przywołaj odpowiednie fragmenty wiersza.

Ćwiczenie 2.4

Autor zapowiada w wierszu nadejście nowej poezji. Określ, jaka to ma być poezja.

Ćwiczenie 2.5

Opisz, jaka powinna być – zdaniem autora wiersza – nowa rola poety.

Ćwiczenie 2.6

Zastanów się i powiedz, czy twoim zdaniem poezja powinna nadążać za zmianami współczesnego świata. Uzasadnij odpowiedź.

Wskazówka

Podpowiedzi dla uczniów:

  • Autor kieruje swoje wiersze do każdego z nas.

  • Poezja jest dla autora swoistym objawieniem.

  • Powinna być witalna, entuzjastyczna, optymistyczna, napisana przystępnie: „Dosłownie, dobitnie, wyraźnie, / Dla powszedniego zrozumienia”.

  • Nie ma swoich korzeni w wierze, lecz wynika z przeświadczenia o wartości współczesnego świata, do którego poeta powinien mieć taki sam stosunek, jaki ma człowiek wierzący do Boga.

  • Poezja powinna opisywać zmiany w teraźniejszym świecie: rewolucję techniczną, życie codzienne miast z całym jego dynamizmem oraz współczesnego człowieka.

  • Poeta w wizji autora to nie przywódca narodu jak poeta romantyczny, ale jeden z wielu, ktoś z tłumu.

Czym jest poezja dla poetów? (II)

Poezja2 Źródło: www.pixabay.com, fotografia barwna, domena publiczna.
ILUSTRACJA: Poezja2
www.pixabay.com, fotografia barwna, domena publiczna
Wisława Szymborska Niektórzy lubią poezję

Niektórzy –
czyli nie wszyscy.
Nawet nie większość wszystkich, ale mniejszość.
Nie licząc szkół, gdzie się musi,
i samych poetów,
będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.

Lubią –
ale lubi się także rosół z makaronem,
lubi się komplementy i kolor niebieski,
lubi się stary szalik,
lubi się stawiać na swoim,
lubi się głaskać psa.

Poezję –
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego
jak zbawiennej poręczy.

Wisława Szymborska, Niektórzy lubią poezję, [w:] tejże, Wiersze wybrane, Kraków 2004, s. 289.
Ćwiczenie 3.1

Po przeczytaniu wiersza Niektórzy lubią poezję wyjaśnij, jakie znaczenie ma poezja dla Wisławy Szymborskiej.

Ćwiczenie 3.2

Jak myślisz: dlaczego niektórzy lubią poezję?

Ćwiczenie 3.3

Przeprowadźcie w parach wywiad z poetką o tworzeniu poezji. Wykorzystajcie do tego fragmenty przeczytanego wiersza.

Zadaniowo

Ćwiczenie 4

Podyskutujcie w grupach na temat: Czy warto się uczyć?

Ćwiczenie 5

Po zapoznaniu się z poniższym fragmentem tekstu Krzysztofa Konarzewskiego przedstaw – w formie pisemnej – swoje refleksje na temat: „Mój ulubiony nauczyciel”.

Idealny nauczyciel, niedościgniony mistrz, wzór cnót: „To człowiek niewzruszonych zasad i szerokich horyzontów. To jednostka wysoko niosąca posłannictwo mistrza i przyjaźnie podporządkowująca sobie podopiecznych. To uczony w swojej specjalności i wielki znawca duszy młodzieży. Umysł systematyczny, starannie planujący działania na podstawie naukowej, ale przy tym szczery i spontaniczny w swoich uczuciach. Bogata, pełnowymiarowa osobowość, ale także człowiek, który całym swym życiem – zarówno publicznym, jak i prywatnym – daje przykład wychowawczych cnót.

Ćwiczenie 6

Odpowiedz na następujące pytania, wykorzystując dowolne środki przekazu (np. literackie, plastyczne, muzyczne):

  • W czym poezja może nam pomóc?

  • Dla kogo jest przeznaczona?

  • Jaka jest rola poezji w trudnych czasach?

Ćwiczenie 7

Spróbuj się wcielić w rolę Poezji i przygotuj jej przemówienie do nastolatka. Odpowiedz w nim na pytanie: jak Poezja wyobraża sobie „nadążanie za współczesnością”?

Ćwiczenie 8

Przeprowadź wywiad z upersonifikowaną Poezją. Zastanów się, jak ona może wyglądać. Przedstaw, jeśli potrafisz, Poezję na ilustracji.

Ćwiczenie 9

Odwołując się do cytowanego wiersza Wisławy Szymborskiej, zinterpretuj – w formie pisemnej – słowa: „poezję lubi się jak rosół z makaronem”.

Ćwiczenie 10

Przedstaw w formie komiksu „szkołę przyszłości”. Jak wyobrażasz ją sobie np. za 100 lat? Jak sądzisz, jaka będzie w niej rola nauczyciela literatury?