Pokaż spis treści
Wróć do informacji o e-podręczniku
Ćwiczenie 1

Narysuj tabliczkę ze swoim imieniem, która mogłaby zawisnąć na drzwiach twojego pokoju. Postaraj się, żeby mówiła jak najwięcej o tobie.

Ćwiczenie 2

Przeczytaj fragment powieści Tove Jansson. Zwróć uwagę na zmianę, jaka zachodzi w życiu stworzonka.

Tove Jansson Tyle czasu się zmarnowało

W chwili gdy zabierał się do płukania kociołka w strumyku, spostrzegł to stworzonko. Siedziało pod korzeniem po drugiej stronie wody i patrzyło na niego spod zmierzwionej grzywki.

Było najwyraźniej przestraszone, lecz jednocześnie jego oczy z ogromnym napięciem i zaciekawieniem śledziły każdy ruch Włóczykija.

Para nieśmiałych oczu pod strzechą włosów: tak właśnie wyglądają ci, z którymi nikt się nie liczy.

Włóczykij udał, że nie zauważył stworzonka. Zgarnął ognisko i naciął jedliny, aby mieć na czym usiąść. [...]

Czuł [...] oczy stworzonka – śledziły go, podziwiały każdy jego ruch, wszystko, co robił – i Włóczykij poczuł, jak wzbiera w nim niechęć.

Klasnął więc w łapki i zawołał:

– A sio!

Ale wówczas stworzonko wypełzło spod korzeni i rzekło bardzo nieśmiało:

– Mam nadzieję, że się nie przestraszyłeś? Ja wiem, kto ty jesteś. Jesteś Włóczykij.

Po czym stworzonko zeszło wprost do strumienia, by przejść go w bród. Lecz strumyk był za duży dla tak małego stworzenia, a woda była lodowato zimna. Traciło grunt pod nogami i przewracało się, a jednak Włóczykijowi, pełnemu niechęci, nie przyszło do głowy, aby mu pomóc.

W końcu coś żałosnego i cienkiego jak nitka wdrapało się na piaszczysty brzeg i dzwoniąc zębami, powiedziało:

– Hej! Taki jestem szczęśliwy, że cię spotkałem.

– Hej! – odpowiedział Włóczykij chłodno.

– Czy mogę ogrzać się przy twoim ognisku? – mówiło dalej stworzonko, a jego mokra twarz promieniała. – Pomyśl, będę tym, który siedział kiedyś przy ognisku Włóczykija. Nie zapomnę tego nigdy, nigdy, przez całe życie. [...]

– No, a jak ty się nazywasz? – spytał Włóczykij. Wieczór i tak był popsuty, uważał więc, że już lepiej będzie porozmawiać.

– Jestem taki mały, że się nie nazywam. Nie mam imienia – odpowiedziało stworzonko z przejęciem. – Zresztą nikt mnie o to nigdy przedtem nie zapytał. I przychodzisz ty, o którym tyle słyszałem, którego tak bardzo pragnąłem zobaczyć, i pytasz, jak się nazywam. Czy sądzisz – o, gdybyś tak mógł, pomyśl – to jest, chciałem powiedzieć, czy sprawiłoby ci to wiele trudu, gdybyś mi wymyślił imię, które byłoby tylko moje i niczyje więcej? Teraz, dzisiaj wieczorem?

Włóczykij mruknął coś i naciągnął kapelusz na oczy. Ktoś o długich, spiczastych skrzydłach przeleciał nad strumieniem, wołając żałośnie i przeciągle w głębi lasu: Ju‑juu, ju‑juu, ti‑uu... [...]

Przez długą chwilę panowała cisza, aż ptak nocny znów zaczął wołać.

Wtedy stworzonko wstało i powiedziało cicho:

– No, to chyba pójdę do domu w takim razie. Hej!

– Hej! Hej! – odpowiedział Włóczykij i poruszył się niespokojnie. – Słuchaj. To imię, o którym mówiłeś. Mógłbyś nazywać się: Ti‑ti‑uu. Ti‑ti‑uu, rozumiesz, z wesołym początkiem i z trochę smutnym „u” na końcu.

Stworzonko stało, wlepiwszy w niego oczy, lśniące żółto w blasku ognia. Przemyśliwało swoje imię, powtarzało, aż w końcu zwróciło pyszczek ku niebu i pisnęło je cicho z takim smutkiem i zachwytem, że Włóczykijowi dreszcz przeszedł po plecach.

Potem brązowy ogonek śmignął między wrzosami i wszystko ucichło. [...]

Nazajutrz Włóczykij ruszył dalej. Był zmęczony i w złym humorze. [...] Nie mógł też myśleć o niczym innym, jak tylko o spotkanym wczoraj stworzonku. Pamiętał każde jego słowo i wszystko, co sam powiedział, i przypominał to sobie raz po raz. Aż zrobiło mu się niedobrze i poczuł się tak wyczerpany, że musiał usiąść.

„Co się ze mną dzieje? – rozważał zły i zakłopotany. – Nigdy jeszcze tak się nie czułem. Pewnie jestem chory”.

Wstał i wolno ruszył naprzód; i znów przypomniał sobie całą tę historię ze stworzonkiem.

W końcu już dalej tak być nie mogło. Po południu Włóczykij zmienił zamiar i zaczął iść z powrotem. [...]

Pod wieczór był znowu w brzozowym lesie i zaczął wołać:

– Ti‑ti‑uu! Ti‑ti‑uu!

Nocne ptaki zbudziły się i odpowiedziały:

– Ti‑uu, ti‑uuu – ale stworzonko się nie odezwało.

Włóczykij chodził tam i z powrotem, szukał i wołał, aż wreszcie zapadł zmierzch. Z polanki zobaczył nów; stał i patrzył nań zupełnie zbity z tropu.

„Powinienem wypowiedzieć jakieś życzenie – pomyślał. Przecież jest nów”.

I już miał sobie życzyć tego, co zwykle: nowej piosenki albo nowych dróg, lecz szybko zmienił zamiar i powiedział:

– Chcę znaleźć Ti‑ti‑uu.

Potem obrócił się trzy razy, przebiegł polankę, wszedł w głąb lasu i wspiął się na wzgórze. W krzakach coś zaszeleściło, coś jasnobrązowego i puszystego.

– Ti‑ti‑uu! – zawołał Włóczykij cicho. – Wróciłem, żeby z tobą pomówić.

– O, hej – powiedział Ti–ti–uu, wyłaniając się z krzaków. – Bardzo dobrze, że jesteś. Będę ci mógł pokazać, co zrobiłem. Tabliczkę z imieniem! Spójrz! Moje własne nowe imię! Będzie wisiała na drzwiach, kiedy będę miał własne, nowe mieszkanie!

I stworzonko pokazało mu kawałek kory z wyciętym imieniem, i mówiło dalej z przejęciem:

– Ładna, prawda? Wszyscy ją podziwiali.

– Wspaniała! – odpowiedział Włóczykij. – I będziesz miał własne mieszkanie?

– Jasne! – mówiło stworzonko rozpromienione. – Tymczasem wyprowadziłem się ze starego mieszkania i zacząłem żyć na dobre! To takie emocjonujące! Kiedy nie miałem imienia, rozumiesz, biegałem tylko i najwyżej przeczuwałem to czy owo na temat tego czy owego, a wydarzenia trzepotały wokół mnie; czasem były niebezpieczne, czasem nie, ale nic nie było prawdziwe, rozumiesz?

Włóczykij usiłował coś powiedzieć, ale stworzonko mówiło dalej:

– Teraz jestem osobą, która należy do siebie, i wszystko, co się dzieje, ma znaczenie. Nie dzieje się bowiem „w ogóle”, ale wydarza się mnie, Ti‑ti‑uu. A Ti‑ti‑uu patrzy na sprawy tak albo inaczej – jeśli rozumiesz, co mam na myśli.

– Jasne, że cię rozumiem – odpowiedział Włóczykij. – Bardzo dobrze. [...]

Jasnobrązowy ogonek znikł na chwilę w zaroślach, po czym nieco dalej ukazały się uszy Ti‑ti‑uu, który wesoło zawołał:

– Hej! I pozdrów Muminka! Muszę się śpieszyć i żyć – tyle czasu się zmarnowało!

I w jednej chwili znikł.

Tove Jansson, Tyle czasu się zmarnowało, [w:] Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, tłum. Irena Szuch-Wyszomirska, Warszawa 1994, s. 26–28.
Ćwiczenie 3
Ćwiczenie 4

Sporządź notatkę na temat okoliczności spotkania bohaterów opowiadania, w której odpowiesz na pytania:

  • kto się z kim spotkał?

  • gdzie?

  • kiedy?

  • w jakiej sytuacji?

  • jak zachowywali się bohaterowie wobec siebie podczas pierwszego spotkania, a jak podczas drugiego?

Ćwiczenie 5

Przerysuj do zeszytu tabelę i wpisz do niej wyrazy określające uczucia Włóczykija i stworzonka podczas ich pierwszego i drugiego spotkania. Możesz wykorzystać nazwy uczuć podane poniżej.

  • podziw

  • pewność siebie

  • strach

  • niezadowolenie

  • entuzjazm

  • złość

  • zakłopotanie

  • szczęście

  • ciekawość

  • niechęć

  • smutek

  • zachwyt

  • radość

 

Włóczykij

Stworzonko

Pierwsze spotkanie

   

Drugie spotkanie

   
Ćwiczenie 6

Jak myślisz, dlaczego Włóczykij okazywał stworzonku zniecierpliwienie? Czy później starał się mu to wynagrodzić? W jaki sposób?

Ćwiczenie 7

Odpowiedz na pytania:

  • Czy każdy powinien mieć imię?

  • Dlaczego stworzonko chciało mieć imię?

  • Co się zmieniło w życiu stworzonka, kiedy otrzymał imię?
    Odszukaj odpowiednie fragmenty w tekście.

Ćwiczenie 8

Porozmawiajcie o zmianie zachowania u bohaterów tekstu Tove Jansson. Co spowodowało zmianę w zachowaniu stworzonka, a co wpłynęło na Włóczykija? Dlaczego? Uzasadnijcie swoje zdanie.

Po rozmowie wspólnie ułóżcie notatkę i zapiszcie ją tutaj lub w zeszycie.

Ćwiczenie 9

W jaki sposób Włóczykij uzasadnił wybór imienia dla stworzonka? Jakie inne imię moglibyście zaproponować? Uzasadnijcie swój wybór.