Pokaż spis treści
Wróć do informacji o e-podręczniku
Under the Cherry Trees Źródło: Utagawa Kunisada, Under the Cherry Trees, 1852, drzeworyt ukiyo-e, domena publiczna.
Under the Cherry Trees
Utagawa Kunisada, Under the Cherry Trees, 1852, drzeworyt ukiyo-e, domena publiczna

Człowiek w dzisiejszym świecie spotyka się ze specyficznym sposobem społecznego porozumiewania się. Odbywa się ono w trzech wymiarach: docierania do nowych informacji, tworzenia połączeń między treściami, które znajdują się w różnych środkach przekazu, oraz przepływu treści między różnymi platformami medialnymi.

Już wiesz

1. Znajdź w różnych źródłach informacje na temat japońskiego Święta Wiśni. Zgromadź równiż materiały o charakterze ikonicznym (np. zdjęcia, ilustracje).

2. Zapoznaj się z różnymi blogami, które możesz znaleźć pod adresem link i przygotuj wybrane z nich do zaprezentowania.

Wskazówka

Warto tekst opowiadania przekazać uczniom przed lekcją, aby zapoznali się z nim wcześniej. Można wtedy poprosić, aby przeczytali go jeszcze raz w trakcie lekcji. Ułatwi to wyszukiwanie odpowiednich fragmentów i zrozumienie wymowy utworu.

Aki. Za ścianą Anny Onichimowskieh

Sławek Skonieczny, licencja: CC BY-SA 2.0

Anna Onichimowska

warszawska polonistka, pisarka, autorka sztuk teatralnych, scenariuszy i słuchowisk radiowych, dziennikarka, edytor tekstów. Jej utwory – przetłumaczone m.in. na język angielski, niemiecki, włoski, chiński, koreański – kreują bogate portrety psychologiczne bohaterów, pozostawiają otwarte zakończenia i prowokują do dyskusji. Poważne problemy nastolatków ukazują powieści Hera, moja miłość (temat narkomanii) i Lot Komety (przynależność do sekty religijnej). Inspiracją do pisania stała się dla Anny Onichimowskiej m.in. twórczość literacka Janusza Korczaka.

Jako pisarka otrzymała już wiele prestiżowych nagród, m.in. Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszyńskiego za opowiadania z tomu Dobry potwór nie jest zły(1996), jej zbiór opowiadań Najwyższa góra świata wpisano na Listę Honorową im. Hansa Christiana Andersena (1998), a Sen, który odszedł uznano za Książkę Roku 2001. Drugą nagrodę w konkursie im. Astrid Lindgren otrzymała poetycka, realistyczno‑magiczna opowieść Dzień czekolady (2007).

Anna Onichimowska Aki. Za ścianą

Pani Mariko wstała jak zwykle o piątej. Wyprawiła do pracy męża, a potem Aki do szkoły. Sprzątnęła puste miseczki spod drzwi Noburo, postawiła pod nimi dzbanek z wodą, ryż w zamkniętym pojemniku i owoce. Po chwili wahania przyniosła także aspirynę – słyszała, że w nocy kasłał. O szóstej usiadła przed komputerem – musiała posprawdzać rachunki i zamówienia. Trzeba będzie zatrudnić więcej osób, pomyślała. Interes „Ciasteczka Mariko” rozkręcał się z dnia na dzień i dawno już wyszedł poza jej dzielnicę. [...]
Za godzinę zacznie się tu ruch. Zanim dziewczyny dostarczą pudełka z ciastkami, musi wklepać w komputer adresy nowych nabywców i wydrukować nalepki.
Ależ ona ma apetyt – dziwi się, widząc, że pani Ginko Hanari tym razem zamówiła aż trzy paczki. Bojąc się, czy uda jej się wywiązać z tego zamówienia, pisze do niej maila. Czy jest Pani pewna, że muszą być aż trzy? Odpowiedź przychodzi natychmiast – to znak, że pani Hanari też właśnie zajmuje się swoim biznesem. Tak, mój syn je uwielbia, a ma urodziny. Zaprosiliśmy dużo gości.
Aki też wkrótce ma urodziny, przelatuje przez myśl pani Mariko. Mój kochany Aki, aż rozjaśnia się na myśl o synu. Jest jej dumą i radością. Z głębi mieszkania znów dobiega kaszel i twarz pani Mariko pochmurnieje. Noburo też kiedyś…
Zastanawia się, jak bardzo się zmienił. Nie widziała go już prawie trzy lata. Z zamyślenia wyrywa ją dzwonek do drzwi. Pora na ciasteczka… Odbiera kolejne pudełka, co któreś sprawdza, nie o to chodzi, że nie ma zaufania, ale ludzie są omylni. Każdej z kobiet od razu płaci i daje dyspozycje na następny dzień.
– Nie boisz się, że któregoś dnia zaczną wypiekać twoje ciastka pod własnym imieniem? – spytała ją kiedyś przyjaciółka.
– Opatentowałam przepis i kształt – przyznała pani Mariko. – Tylko ja mam do nich prawa.

Aki ma dziś powody do zadowolenia. Rozwiązał wszystkie zadania i dostał najwyższą ocenę w całej klasie. Nauczyciel pochwalił go głośno, mówiąc, że ma analityczny umysł, i pogratulował brawurowego rozpoczęcia roku szkolnego szkolnego.
Wyobraża sobie radość mamy i minę ojca. Spieszy się do domu, żeby obwieścić swój sukces. Razem z nim idą do pociągu Doi i Sachi. Chłopak nie słucha, o czym rozmawiają. Pewnie jak zwykle o Baldur’s Gate – poza jej światem niewiele ich obchodzi.
– Jak ty możesz żyć bez komputera? – atakuje go jeden z nich, gdy stoją już na peronie.
– Mamy w domu dwa… – wzrusza ramionami Aki. – Ale jeden jest potrzebny mamie, a drugi bratu. Mnie gry nie interesują, przecież wiecie.
Za nic w świecie by im się nie przyznał, że Noburo został hikikomori i rodzice zakazali używania komputera ze strachu, że jemu również mogłoby się przydarzyć coś takiego.
Koledzy opuszczają go w połowie drogi – mieszkają bliżej szkoły, on jedzie jeszcze trzy stacje. Po drodze czyta powieść pożyczoną mu przez ojca z biblioteki. To ojciec zawsze wybiera mu lektury. Aki myśli o nim z dumą, chciałby być kiedyś taki jak on. Pracować całe życie w tej samej firmie i mieć nienaganną opinię. Ojcu nigdy nie zdarzyło się spóźnić, nawet o minutę. Kilka lat temu, kiedy był strajk komunikacji, wyszedł z domu o drugiej w nocy, aby dojechać rowerem do firmy na czas. To właśnie wtedy dostał awans na starszego woźnego i medal z napisem „Dla Kobo Fuschida – za wzorową pracę – Fujimoto Ina”. Ten medal wisi teraz za szybką na honorowym miejscu w mieszkaniu, to był pomysł mamy. Aki podnosi wzrok znad lektury. Za oknami migają już kwitnące śliwy, wcześnie tego roku… Za chwilę rozpocznie się gorączkowe odliczanie do Święta Wiśni… Chłopiec aż wzdycha na wspomnienie ubiegłorocznych obchodów i wiśniowego sadu, który kontemplował wspólnie z rodzicami.
Pociąg zwalnia, po chwili Aki jest już na swojej stacji, odnajduje rower i pędzi w dół ulicą. Wiatr wieje mu w plecy, powietrze pachnie wiosną. W drzwiach zderza się z dostawcą ryb. Zwykle matka lubi wybierać wszystko sama, dzisiaj jest dzień targowy, ciekawe, dlaczego nie wybrała się na zakupy?
Zastaje ją przed komputerem, to też jest niezwykłe, zawsze wita go w progu. Z kuchni dolatują apetyczne zapachy, drażniąc jego pusty żołądek.
– Cześć mamo! – woła, chcąc zwrócić na siebie uwagę, i dopiero wtedy pani Mariko odwraca się w jego stronę.
– Twój brat pisze bloga… – mówi. – Znalazłam jego zapiski, dzień po dniu. Nie mów ojcu, proszę…

Pan Kobo delektuje się widokiem śliwy. Nieważne, że już jest ciemno, żyje na tyle długo, aby móc sobie wyobrazić wnętrze kwiatu. Ściska ramię roweru, zsiadł tylko na chwilę. Specjalnie pojechał okrężną drogą, aby zobaczyć to drzewo. Uprzedził żonę, że może być dziesięć minut później.
Zastaje ją myjącą na kolanach podłogę. Ten obraz nieodmiennie wprawia go w ukojenie. Tak samo witała ojca jego świętej pamięci matka. Zdejmuje buty i w skarpetkach idzie do sypialni, by zmienić ubranie. Wie, że za chwilę usiądą do stołu i że dziś jest dzień ryby.
Pani Mariko widzi od razu, że mąż jest w dobrym humorze. Kiedy coś było nie tak, inaczej stawiał stopy.
Aki nie może się doczekać, aż będzie mógł pochwalić się szkolnym sukcesem. Mamie też jeszcze nie powiedział, nie było nastroju. Czuje, że ojciec również ma w zanadrzu jakąś nowinę, ale chce być pierwszy i podczas gdy matka nakłada im na talerz rybę i jarzyny, zaczyna opowiadać.
– Moja krew! – Pan Kobo puchnie z dumy, a matka uśmiecha się skromnie i spuszcza wzrok. – Ja w twoim wieku też byłem dobrym uczniem. Nie powiem, że najlepszym, ale zawsze bardzo się starałem i nauczyciele to doceniali. Gratuluję, synu!
– Ja też – matka ściska go serdecznie, a potem omiata stół wzrokiem, czy wszystko jest w porządku, czy niczego nie brakuje i czy może usiąść.
– Wiecie, że od dołu kwiat śliwy przypomina lecącego żurawia? – pyta pan Kobo.
Pani Mariko wie, że najważniejszy temat zostanie poruszony dopiero przy herbacie i nie próbuje niczego przyspieszać.
– Na hanami pan Ina zaprosił całą firmę z rodzinami na piknik do parku Ueno… – oznajmia wreszcie ojciec, a kiedy wyrazili już swoją radość, dodaje triumfalnie: – Poprosił mnie, żebym na rozpoczęcie zaśpiewał Sakurę. Słyszał, jak kiedyś brałem udział w konkursie karaoke.
– To wielki zaszczyt – przyznaje pani Mariko, a potem nagle wstaje, uśmiecha się i zaczyna śpiewać: – Sakura, sakura, no yama mo satomo („Wiśnia, wiśnia, pokryła góry i miasta”).
Miwatasu kagiri, kasumi ka, kumo ka („Gdziekolwiek sięgnąć wzrokiem, czy to mgła, czy chmury”) – wtóruje jej ojciec.
Asahi ni nioru, sakura, sakura, Hanazakari („Mieni się w porannym słońcu, wiśnia, wiśnia w pełnym rozkwicie”) – włącza się Aki.
Za cienką ścianą coś spada, słychać odsuwanie krzesła. Pani Mariko milknie, jakby zabrakło jej słów, ale jej mąż ciągnie pieśń zdwojoną mocą:
Sakura, sakura, yayoi no sora wa… („Wiśnia, wiśnia, wiosenne niebo, gdziekolwiek sięgnąć wzrokiem”).
Aki słucha czystego głosu ojca, rozdarty między jego śpiewem a tym, co niewidzialne, i wie już, co jutro zrobi.

Dworcowa kawiarenka internetowa pęka w szwach. Aki staje niepewnie w progu, na szczęście w chwili, gdy zapowiadają pociąg do Jokohamy, zwalniają się trzy miejsca.
Aki odnajduje w sieci Noburo bez żadnego problemu, jego brat nie próbował się ukryć pod żadnym nickiem. Leżąc wczoraj wieczorem w łóżku, zastanawiał się, czy czasem matka nie przekazała mu tej wiadomości kierowana przeczuciem, że nie przejdzie obok niej obojętnie.
Blog zaczyna się dwa lata temu. Szkoda, myśli Aki – miał nadzieję, że początek bloga rzuci światło na źródła decyzji brata.
To rodzaj przemyśleń na rozliczne tematy, drobiazgowe zapisy chwil i doznań. W niektórych z nich uczestniczą poszczególni członkowie rodziny, tak jakby zza ścian Noburo śledził pilnie, co dzieje się w domu. Oczywiście w chwilach, kiedy nie spał. Na ogół dzień zamieniał w noc i odwrotnie – czasami nocą Aki słyszał, jak brat chodzi po swoim pokoju lub wymyka się do łazienki, aby wziąć kąpiel.
Aki odtwarza sobie momenty, o których już zdążył zapomnieć, i takie, które zapadły mu w pamięć, ale opowiadane z innego punktu widzenia.
Czekałem, aż wyjdą. Dopiero wtedy usiadłem przy oknie. Pierwszy raz żałowałem, że drzewo tak się rozrosło. Poprzez liście ledwie przezierało niebo, księżyca nie było widać wcale. Świadomość, że wisi ukryty przed moim wzrokiem w najpełniejszej z pełni, a ja nie mogę go zobaczyć, była trudna do zniesienia. O mało nie uległem pokusie wyjścia przed dom. Strach był jednak silniejszy. Ojciec lub Aki mogli czegoś zapomnieć i chcieć po to wrócić – nie zniósłbym wstydu spotkania z nimi twarzą w twarz. Czekałem równo siedemdziesiąt minut, aż moja cierpliwość została nagrodzona. Pojawił się dokładnie tam, gdzie go się spodziewałem – między najwyższym konarem a tym, w którego rozwidleniu rozmnożyły się kosy. Przez długą chwilę leżał na gałęzi, aby wreszcie wolno stoczyć się między listowie. Ani przez moment nie mogłem zobaczyć jego pełni, jednak nie to przeszkadzało mi najbardziej. Ani to, że nie mogę poczuć wiatru ani zapachów nocy. Brakowało mi namaszczanej powagi ojca, spokojnego zachwytu matki i radości Akiego. To pierwsze tsukimi, które spędzam samotnie…
Aki przebiega wzrokiem kolejne akapity, czyta kilka komentarzy internautów.
Już dawno stwierdziłem, że inaczej przeżywa się takie same momenty w towarzystwie. Potrzebujemy drugiej osoby, aby podzielić się zachwytem…(Kunio).
Nie uważam, aby to było konieczne. Ja osobiście czuję się całkowicie samowystarczalny. Pod każdym względem…(Ogai).
Bo pewnie nie zostawiłeś za sobą żadnej osoby, która kochałeś. Ja czułem nieraz to samo co Noburo. Ale (to słówko do Kunio) moim zdaniem nie jest wszystko jedno, z kim dzielimy się zachwytem. Musi to być ktoś bliski. I kiedy go nie ma przy nas w ważnych chwilach, czujemy czarną dziurę, jedną albo nawet parę…(Mina).
A więc jesteśmy dla niego ważni, serce Akiego bije w przyspieszonym rytmie. Nie dlatego zamknął się w pokoju, że ma nas dosyć. Zerka na zegarek, siedzi tu już prawie dwie godziny. Aby przeczytać uważnie zapiski brata, potrzebuje dużo więcej czasu… Przeskakuje do ostatnich linijek tekstu, tych z wczoraj.
Zazdroszczę mojemu bratu– czyta i oczom nie wierzy – zawsze tak dobrze radził sobie w szkole, był ulubieńcem wszystkich. To ja powinienem…
Tu tekst się urywa. Brak komentarzy.
Aki postanawia zabrać głos. Wystukuje spiesznie:
Wygląda na to, że jesteś o niego zazdrosny. Myślę, że nie miał o tym pojęcia. Myślę, że bardzo się cieszył ze starszego brata i teraz bardzo mu ciebie brakuje…(Taki).
Nie sądzi, aby odpowiedź nadeszła natychmiast – gdyby jednak nawet tak miało się zdarzyć, był najwyższy czas, by biec do pociągu.

W dniu jego piętnastych urodzin mama przyniosła mu rano do łóżka kawę i swoje ciasteczka. Te upiekła osobiście, specjalnie dla niego – były jeszcze ciepłe.
– Chyba wygodniej ci będzie korzystać z komputera w domu – powiedziała po złożeniu życzeń, a kiedy się spłoszył, uśmiechnęła się. – Córka znajomej widziała cię w kawiarence na dworcu…
Znieruchomiał, czekając na pytania. Cisnęło mu się na usta: „Wiesz, że nawiązałem z nim kontakt”, jednak wybąkał tylko „dziękuję”, całując ją w policzek.
Z Noburo komunikowali się teraz każdego dnia, czasami nawet kilkakrotnie.
– Oczywiście, kiedy ojca nie ma w domu… – dodała pani Mariko.
Chyba niczego jeszcze nie zrobiła wbrew woli taty, przemknęło mu przez myśl i poczuł się jednocześnie wyróżniony i zakłopotany, jakby uczestniczył w jakimś spisku.

Od kiedy Aki mógł korzystać z komputera mamy, włączał się do sieci natychmiast po powrocie ze szkoły.
Czuł, jak dzień po dniu Noburo otwiera się przed nim coraz bardziej – brat wyraźnie czekał na jego wiadomości, odpowiadając od razu. Często Aki słyszał zza ściany stukanie w klawisze i za chwilę tekst pojawiał się przed nim na ekranie. Czasami nie bardzo wiedział, jak odpowiadać na pytania dotyczące rodziny. Noburo nie mógł się domyślić, kim jest „Taki”, z którym zdążył się już zaprzyjaźnić. Niepomiernie zdziwiło go natomiast, co brat napisał o ojcu i matce.
Mama ma na imię Mariko – na pewno słyszałeś o jej firmie – „Ciasteczka Mariko” są znane nawet poza Tokio. Jest nie tylko bardzo pracowita, ale ma niezwykłą głowę do interesów. Ojciec kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że to głównie ona utrzymuje dom, Aki chyba też nie. Mama nigdy nie dałaby ojcu tego odczuć, zależy jej, aby nie domyślił się prawdy. Bardzo by go to upokorzyło, a ona dba o jego wizerunek w rodzinie.
Coś podobnego, myśli Aki ze zdziwieniem, zerkając kątem oka na matkę pogrążoną w lekturze jakichś dokumentów. Być może poczuła jego wzrok, bo podniosła głowę. Ciekawe, o czym ze sobą piszecie, pomyślała. Kilka dni temu z trudem odparła pokusę zajrzenia do bloga syna. Niczego na świecie nie była bardziej ciekawa niż ich listów, a jednak udało jej się uszanować tajemnicę korespondencji, co z jednej strony napawało ją dumą, z drugiej – żalem, że nie potrafi postąpić nieco mniej etycznie.
Spojrzenie pani Mariko Aki odebrał jako niemą przyganę. Przyrzekł sam sobie, że nie będzie nadużywał jej cierpliwości i wprawiał w niepokój zbyt długim przesiadywaniem przed ekranem. Godzina dziennie musi nam wystarczyć, postanowił. Dziś już przekroczył limit, który sam sobie wyznaczył.
Chciałbym cię kiedyż zobaczyć. Myślisz, że to jest możliwe? – wystukał szybko, a potem dodał jeszcze:Nie spiesz się z odpowiedzią. Nie wiem, czy jutro będę online…

Pani Mariko zamówiła w studiu kaligrafii projekt nalepek na pudełka z ciasteczkami, z gałęzią kwitnącej wiśni jako motywem przewodnim. Przedstawiono jej kilka, wszystkie były piękne.
– Nie musi pani wybierać – zaproponował mistrz Fujimaki. – Może byłoby ciekawiej, gdyby wzory były różne. Po samych pudełkach widać z daleka, że to pani ciasteczka. Cena będzie taka sama. [...] Skusiła ją wystawa sklepu z jedwabiami. Kupiła mężowi krawat, stosowny na piknik, sobie bluzkę. Akiemu koszulę, stanęła niezdecydowana przed inną, dwa rozmiary większą. Powinna być dobra, pomyślała, prosząc o zapakowanie jej oddzielnie, w papier ozdobiony wiśniowym kwieciem.
– Wspaniały, ale czy jesteś pewna, że stać nas na to? – Pan Kobo wiąże pod szyją jedwabny krawat.
– Nieźle zarabiasz, a ja nie jestem rozrzutna… – uspokaja go pani Mariko, upinając kimono.
Na stoliczku przy wyjściu leżą równo poukładane pudełka z ciasteczkami, ich wkład w zakładowy piknik.
– Ależ tego napiekłaś… – podziwia ojciec. – Pan Ina będzie z nas zadowolony.
Spojrzenia matki i Akiego krzyżują się gdzieś w powietrzu. On nawet nie wie, że mama od dawna nie piecze, zrobiła wyjątek tylko na moje urodziny, przemyka chłopcu przez głowę i zastanawia się, czy Noburo nie ma trochę racji, oceniając tak a nie inaczej układ sił w rodzinie.
Każde z nich bierze torbę z pudełkami ciasteczek i wychodzą na ulicę. Słońce ledwie prześwieca przez grube chmury, byłby to prawdziwy pech, gdyby dziś lunęło.
– Bufet ma być pod dachem – uspokaja ich ojciec.
– Lepiej jednak wrócę po parasolkę – rzuca matka.
Otwiera drzwi głośniej, niż to ma w zwyczaju. A potem szybciutko obok pełnych miseczek przy drzwiach syna kładzie paczkę i stawia kieliszek sake. W ostatniej chwili chwyta parasolkę, chętnie by o niej zapomniała – przeciera się z chwili na chwilę, ale słowo się rzekło.

Park Ueno pęka w szwach. Pstrykają aparaty fotograficzne, każdy chce mieć dzisiaj zdjęcie pod ukwieconym drzewkiem.
– Mój dziadek wierzył, że jego dusza odrodzi się w kwiecie wiśni – wspomina pani Mariko.
– Może i tak się stało… – myśli głośno Aki. Przecież nie wiadomo, co dzieje się z naszymi duszami po śmierci.
– To tamta alejka – pokazuje ojciec, a po chwili wita się ze znajomym z pracy i jego rodziną.
Na udekorowanych świątecznie stołach stoją już smakołyki ufundowane przez firmę. Obok nich czeka miejsce na to, co przyniosą pracownicy. Nie brakuje też sake.
Wszystkich wita właściciel uściśnięciem dłoni i uprzejmym uśmiechem.
– O, pani Mariko! – rozpromienia się na widok matki. – Żadna uroczystość rodzinna nie odbywa się u nas bez pani ciasteczek…
Aki ustawia pudełka na stole, żona pana Fujimoto skłania przed mamą głowę i bierze ją pod rękę. Po chwili przechadzają się obie pod wiśniowymi drzewami. Śledzą je zazdrosne spojrzenia pozostałych pań.
Gdy są już wszyscy w komplecie, pan Fujimoto Ina bierze do ręki mikrofon. Gwar nagle ucicha.
– Kochamy sakure z dwóch powodów – zaczyna. – Po pierwsze, wszystkie drzewa zakwitają jednocześnie, w czym przypominają nas samych – Japończyków, w tym naszą firmę, której pracownicy lubią działać wspólnie! – Odzywa się pomruk aprobaty, pan Ina ciągnie dalej: – Po drugie, kwiaty szybko opadają, więc czasu, aby się nimi cieszyć, nie jest wiele. Jednak ten czas, dobrze wykorzystany, pozostawi piękne wspomnienia na zawsze. Cieszmy się więc naszym świętem! – Rozlegają się brawa, kieliszki wędrują do góry w geście toastu. – Poprosimy teraz Kobo Fushidę. Akompaniować mu będzie Ozawa Iseki.
Aki patrzy z napięciem, jak ojciec przejmuje z ręki szefa mikrofon, a obok niego staje drobny mężczyzna z bambusowym fletem – shakuhachi.
Po chwili rozlega się znana wszystkim od pokoleń melodia.
Sakura, sakura, no yama mo sato mo– śpiewa ojciec czystymi silnym głosem.
Pani Mariko staje obok syna i kładzie mu dłonie na ramionach.
Pieśń się kończy, artyści otrzymują stosowną porcję oklasków, a szef przejmuje ponownie mikrofon.
– Zanim poświęcimy się już tylko zabawie, chciałbym ogłosić dwa ważne komunikaty. Wszyscy wiecie, że Susumu Watabe po latach nienagannej pracy wybiera się na zasłużoną emeryturę… – Znów rozlegają się oklaski, tym razem dla zasłużonego drobnego mężczyzny w okularach. – Na jego miejsce postanowiliśmy powołać Kobo Fushidę. Proponuję powitać brawami nowego szefa personelu sprzątającego.
Aki aż podskakuje z radości. Widzi, że ojciec ma łzy wzruszenia w oczach. To jego wielki dzień, myśli chłopak. Patrzy, jak znów staje na podium.
– Mam jednaj jeden warunek… – mówi dalej szef, brawa ucichają, ojciec drepcze niespokojnie w miejscu. – Pan Kobo proszony jest o wykorzystanie zaległego urlopu. – Rozlegają się śmiechy. – Nie mówię, że od razu całego, trwałby pewnie z rok, biorąc pod uwagę, że nigdy nie brał dłuższego niż cztery dni… O to samo proszę wszystkich, którzy unikają urlopów. Nie chcę, aby w naszej firmie zdarzyły się przypadki karoshi.
Pracownicy wyrażają brawami poparcie dla szefa, teraz zacznie się już tylko zabawa. Ledwie Aki zdążył uściskać ojca, jest wciągnięty w konkurs rzucania piłką do celu, a za chwilę następny, w którym ma dobiec na z góry wyznaczone miejsce z zawiązanymi oczami.
– Twój brat zdobył kiedyś w tym konkursie drugie miejsce… – słyszy obok siebie. – Co się z nim dzieje? W zeszłym roku też go nie było – Aki przypomina sobie stojącego obok chłopaka jak przez mgłę, nie zna nawet jego imienia.
– Nie lubię takich imprez…– burczy Aki, chętnie uciekłby od natręta, ale nie wie jak.
– A ja słyszałem, że został hikikomori – chłopak nie daje za wygraną.
– Źle słyszałeś – Aki stara się, aby jego głos brzmiał maksymalnie obojętnie, a potem szuka wzrokiem rodziców i rusza w stronę matki.

– Nie kłopocz się, zaplanuję nasz urlop… – proponuje pani Mariko, masując mężowi kark przed snem. – Sądzę, że dobry będzie któryś z tygodni sierpnia, kiedy Aki ma przerwę w szkole, jak myślisz?
– Chyba tak… – Pan Kobo nie ma zdania na ten temat. Jego myśli zaprzątnięte są bez reszty zaszczytem, który go spotkał. Zostanie w tak młodym wieku szefem personelu sprzątającego to błyskawiczna kariera. Wyżej nie może już zajść. Obawia się trochę, jak będzie się do niego odnosił Yuki – sporo starszy kolega, który nie ukrywał przed nikim, że oczekuje tego awansu.
Pani Mariko widzi, że myśli męża wędrują w innych rejonach niż wybór miejsca na wakacje, to jej nawet odpowiada, wolałaby o tym zdecydować sama.
Następnego dnia studiuje w internecie oferty biur podróży, stać by ich było nawet na daleką wyprawę, jednak kierowana rozsądkiem odkłada to na bliżej nieokreśloną przyszłość.
– Co myślisz o wycieczce na Miyajima? – zagaduje syna.
Aki pamięta z podręcznika niezwykłe zdjęcie stojącej w morzu bramy, która prowadzi do szintoistycznej świątyni, wie, że ta wyspa obfituje w zabytki przyciągające turystów, a jednocześnie można na niej znaleźć wspaniałe miejsca do kąpieli.
– Fajny pomysł! – cieszy się na samą myśl. Zdaje sobie sprawę, że w te wakacje będzie się musiał pouczyć – czekają go egzaminy do liceum i chciałby dobrze wypaść już na jesiennych sprawdzianach, ale tydzień relaksu na pewno dobrze mu zrobi.
– Porozmawiam na ten temat z ojcem – mówi pani Mariko, a po chwili dodaje: – Mamy jeszcze czas, lepiej jednak zarezerwować wszystko z wyprzedzeniem. Nie wiem tylko, na ile osób… Jej spojrzenie wędruje ku zamkniętym drzwiom pokoju Noburo.
Nie jest to pytanie, matka nie oczekuje od niego odpowiedzi, ale mimo to Aki odczuwa ciężar odpowiedzialności.
Noburo ostatnio zamilkł, jakby spłoszony jego pytaniem o spotkanie. Gdyby nie znikające regularnie miseczki i nocne odgłosy kroków, Aki zacząłby się martwić. A tak, czuje tylko niejasny niepokój połączony z winą.
Nagle zaczynają dzwonić filiżanki, wazonik z laki zsuwa się ze stołu, a ścienny kalendarz przekrzywia się, jakby jedne miesiące były cięższe od innych. Po chwili wszystko nieruchomieje. Pani Mariko podnosi wazonik, jest lekko pęknięty.
Na takie trzęsienia ziemi nikt nie zwraca tu uwagi, ale Aki pamięta z dzieciństwa dużo silniejsze. To, jak się wtedy bał i jak Noburo dodawał mu otuchy.

Aki pisał do Noburo codziennie, jakby nie zauważając wymownego milczenia. Odpowiedź przychodzi dopiero po tygodniu.
Dostałem od mamy na Święto Wiśni jedwabną koszulę, ale jeszcze jej nie przymierzyłem. Chyba się boję, że będzie pasowała. Mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli.
Jest internetowy konkurs na bloga. Miałem odruch, aby wziąć w nim udział, ale udało mi się przezwyciężyć pokusę. Nie zniósłbym kolejnej porażki…
Ani słowa na temat ewentualnego spotkania. Jakby to pytanie w ogóle nie padło.
Kolejnej porażki? Napisz mi coś o tym – wystukuje szybko Aki, tym razem brat odpowiada natychmiast.
Kiedyś byłem dobrym uczniem. Potem coś się stało, nie mogłem się skupić, niektóre przedmioty zupełnie przestały mnie interesować. Zawaliłem kilka sprawdzianów, a profesor zganił mnie publicznie. Dotąd pamiętam ten wstyd.
Aki oddycha jak po długim biegu. A więc to tak…
Wtedy się zamknąłeś?– chce się upewnić.
Tak, tak…. Wiedziałem, że nie mam szans zdać egzaminu do liceum. Wyobrażałem sobie minę ojca… Teraz nie mógłbym pewnie nawet wrócić do szkoły. Nic już nie pamiętam…
Kiedy się zamknął, był w moim wieku, myśli chłopak i czuje przypływ energii. Może zgodziliby się go przyjąć do mojej klasy. Aki nieraz pomagał słabszym od siebie uczniom, twierdzili, że umie im wytłumaczyć zadania z matematyki czasem lepiej od nauczyciela.
Pomógłbym ci. Ale rok szkolny trwa już od miesiąca. Musiałbyś wyjść jak najszybciej. Potem naprawdę może być za późno…[…]
Wiadomość biegnie po łączach, a Aki wsłuchuje się w ciszę po drugiej stronie ściany, wydaje mu się ona z każdą chwilą cięższa.

Aki chce mieć pewność, że rodzice już śpią. Dopiero wtedy podchodzi na palcach do pokoju Noburo i próbuje rozsunąć drzwi. Umówili się, że będą otwarte, jednak stawiają opór. Chłopiec słyszy cichy szczęk i po chwili znajduje się w ciemnym pomieszczeniu. Niewielka narożna lampka ledwie rozprasza zmrok. Nieco światła pada również z ekranu komputera. Noburo siedzi przy klawiaturze.
Cześć, wystukuje dużą czcionką, a Aki obejmuje go mocno i zagląda w twarz, po raz pierwszy od trzech lat.
– Jak się domyśliłeś, że to ja? – pyta. Kiedy wczoraj Noburo napisał, że wie, z kim się spotyka w sieci, Aki osłupiał. Tak się pilnował, żeby nie napisać niczego, co mogłoby brata naprowadzić na jego trop!
– Po stukaniu na klawiaturze – przyznaje Noburo. Jego głos wcale się nie zmienił, ale twarz tak. – Słyszałem, kiedy do mnie piszesz. Zauważyłem to jakiś czas temu, nie miałem jednak pewności… Dopiero wczoraj… Koncert na dwa komputery. – Podnosi się, są prawie równego wzrostu. – Ale ty wyrosłeś. Nie jesteś już dzieckiem…
– Tak bym chciał, żebyś wreszcie stąd wyszedł! – wybucha Aki.
– Czasami specjalnie uchylałem drzwi, tylko odrobinę, mając nadzieję, że się do mnie wedrzecie, zrobicie coś takiego, żebym tu nie mógł wrócić. Byłbym upokorzony, ale ktoś zdecydowałby za mnie. Z każdym tygodniem wyjście stąd staje się mniej możliwe…
– Przyjdź jutro na kolację, jakby nigdy nic – proponuje Aki.
– Na kolację? – Noburo nagle zaczyna się śmiać. W tym śmiechu podobny jest do tego brata, za którym Aki tęsknił i którego próbował odnaleźć. – Masz na myśli dzisiaj? Jest pierwsza…
Aki przytakuje, czeka.
– Piątek, dzień ryby… – mruczy Noburo i wraca do komputera. – Idź już, bo zaśpisz do szkoły – rzuca przez ramię. – Fajnie, że przyszedłeś.

Dzisiaj oprócz flądry w imbirowym sosie pani Mariko przygotowała sushi z ryżu i grzybów shitake. Kiedy wszystko było już gotowe, zabrała się do mycia podłogi, a Aki dostawił na stół czwarte nakrycie.
Pan Kobo wrócił do domu w dobrym nastroju, mimo wiszących nisko chmur i powietrza nasiąkniętego deszczem. Do oficjalnego ogłoszenia pory deszczowej były jeszcze co prawda dwa tygodnie, ale przyroda wyraźnie nie zamierzała się do tego stosować.
Przywitał go zapach ryby, krzyknął „dobry wieczór” i przemknął jak zwykle do swojego pokoju, aby niebawem pojawić się w swobodniejszym stroju.
Widok czwartego nakrycia wprawił go w zakłopotanie. Nie lubił niespodzianek.
– Zaprosiłaś kogoś? – spytał żonę.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, na progu stanął Aki z chłopakiem w jedwabnej koszuli i przykrótkich spodniach, w którym po chwili osłupienia rozpoznał Noburo.
– Siadajcie, bo wystygnie… – rzucił, zawieszając wzrok na fantazyjnym sushi, przybranym peonią.

Anna Onichimowska, Aki. Za ścianą, [w:] tejże, Dziesięć stron świata, Kraków 2007, s. 157–173.
Dla zainteresowanych

Więcej informacji o autorce można znaleźć na stronie Anny Onichimowskiej.

Zadania

Ćwiczenie 1.1

Podzielcie się na cztery grupy. Każda z grup wybiera jedną postać z opowiadania (ojciec, matka, Aki, Naburo) i przygotowuje jej charakterystykę, którą zapisuje na plakatach. Następnie prezentuje ją koleżankom i kolegom.

Ćwiczenie 1.2

Opisz relacje między członkami rodziny Fushido. Jaką rolę pełni w niej matka – pani Mariko, oraz ojciec – pan Kobo?

Ćwiczenie 1.3

Wyjaśnij, dlaczego Noburo uciekł od rzeczywistego świata i w jaki sposób ta „ucieczka” była związana z jego stosunkiem do rodziny.

Ćwiczenie 1.4

Oceń postawy ojca i matki wobec odizolowania się Naburo.

Ćwiczenie 1.5

Czy stosunek pana Kobo do wykonywanej pracy nie świadczy także o jego „ucieczce” z rzeczywistego świata? Uzasadnij swoją opinię.

Ćwiczenie 1.6

Wytłumacz, w jaki sposób Aki pomógł swojemu bratu.

Ćwiczenie 1.7

Oceń rolę internetu w życiu bohaterów opowiadania Anny Onichimowskiej.

Ćwiczenie 1.8

Praca w tych samych grupach, co poprzednio. Posługując się cytatami z tekstu, odpowiedzcie na pytanie, jaką rolę w życiu Japończyków odgrywa praca. Następnie poszukajcie synonimów do słowa pracowitość.Z pięcioma synonimami, które – waszym zdaniem – najtrafniej wiążą się z pojęciem pracowitości, ułóżcie zdania.

Ćwiczenie 1.9

Poszukaj w słowniku języka polskiego wyrazu „pracoholik” i zapoznaj się z jego znaczeniem Odpowiedz na pytanie: czy pana Kobo można nazwać pracoholikiem? Uzasadnij swoją opinię.

Japońskie Święto Wiśni

Święto Wiśni – hanami ( dosł. „oglądanie kwiatów”) – tradycyjny zwyczaj podziwiania, głównie kwiatów wiśni, która kwitnie do dwóch tygodni w marcu lub w kwietniu. Hanami jest dla wszystkich przygotowujących się do niego Japończyków świętem wyjątkowym, nagłaśnianym przez media.

Ćwiczenie 2.1

Przedstaw przygotowane w domu materiały dotyczące Święta Wiśni.

Omów, w jaki sposób w w opowiadaniu A. Onichimowskiej przedstawione jest Święto Wiśni.

Ćwiczenie 2.2

Wyjaśnij na podstawie opowiadania, dlaczego Święto Wiśni jest dla Japończyków wyjątkowe.

Preteksty

Ćwiczenie 3

Scharakteryzujcie blog o Japonii, który znajduje się na stronie.

Zadaniowo

Ćwiczenie 4.1

Każda grupa, na podstawie tekstu, przygotowuje scenkę w formie dramy, której bohaterami będzie jedna z niżej wymienionych par postaci:

  • pani Mariko i pan Kobo;

  • Aki i pani Mariko;

  • pan Kobo i Aki.

Ćwiczenie 4.2

Napisz, co może być powodem zapadania w chorobę zwaną po japońsku hikikomori i wybierania komputera jako jedynego sposobu komunikowania się ze światem zewnętrznym.

Ćwiczenie 4.3

Przedstaw przygotowane w domu materiały dotyczące blogów internetowych. Odpowiedz na pytania: kim są autorzy blogów? jakie tematy poruszają w swoich blogach?

Ćwiczenie 4.4

Oceń, jaka jest wartość blogów dla użytkowników internetu.