Pokaż spis treści
Wróć do informacji o e-podręczniku
Triumf śmierci Źródło: Pieter Bruegel, Triumf śmierci, 1562, Museo del Prado, Madryt, licencja: CC BY 1.0.
Triumf śmierci
Pieter Bruegel, Triumf śmierci, 1562, Museo del Prado, Madryt, licencja: CC BY 1.0

Niełatwo jest pisać o Holokauście i sprawiedliwości, przyjaźni, człowieczeństwie i przetrwaniu w czasach II wojny światowej. Szczególnie wtedy, gdy bohaterką jest mała dziewczynka, która kradnie książki (w tym praktyczny Podręcznik grabarza czy Mein Kampf Adolfa Hitlera), aby dowiedzieć się czegoś więcej o życiu, i pomaga Żydowi ukrywającemu się w piwnicy. A niezwykłą opowieść snuje tajemniczy narrator – Pan Śmierć…

Już wiesz

1) Przynieś reprodukcje obrazów, których tematem jest śmierć. Przygotuj się do dyskusji o tych obrazach. Zwróć uwagę na okres historyczny, w którym obrazy zostały namalowane. Zastanów się nad odpowiedzią na pytanie: Czy i w jaki sposób zmieniły się ludzkie wyobrażenia o „postaci” śmierci?

2) Zapoznaj się z definicjami pojęć: etyka i moralność.

Definicja: Etyka

(gr.tàethiké – traktat o obyczajach; zwyczaj) – nauka filozoficzna badająca moralność. „Próbuje ona opisać i wyjaśnić, czym jest dobro i powinność moralna, sumienie, odpowiedzialność; jaki jest wpływ działania moralnie dobrego, a jaki złego na naturę człowieka; jaki jest sens i cel ludzkiej egzystencji”.
Antoni Podsiad, Słownik pojęć filozoficznych*, Warszawa 2000, s. 243, 619.*

Definicja: Moralność

szczególna relacja osoby do świata innych osób i samego siebie oraz związanego z nimi świata wartości; dobrowolne i świadome czyny ludzkie, postawy; często poddawane ocenie z punktu widzenia dobra i zła.
Antoni Podsiad, Słownik pojęć filozoficznych*, Warszawa 2000, s. 532.*

Złodziejka książek Markusa Zusaka

O dziele

Magdalena Galiczek‑Krempa Recenzja "Złodziejki książek"

Hitlerowskie Niemcy. Liesel Meminger poznajemy w przeddzień wybuchu II wojny światowej. W obliczu zagrożenia matka dziewczynki zdecydowała się oddać ją wraz z młodszym braciszkiem pod opiekę rodzinie zastępczej. Długa podróż zatłoczonym pociągiem do Molching okazuje się zabójcza dla sześcioletniego Wernera. Chłopiec umiera na oczach Liesel. Transport ciała okazuje się niemożliwy, dlatego chłopiec zostaje pochowany na najbliższej stacji. Świadkami pogrzebu są tylko Liesel, jej matka i dwóch grabarzy. Wtedy to, zupełnym przypadkiem, Liesel zauważa w śniegu mały, czarny, prostokątny przedmiot. „Podręcznik grabarza” będzie pierwszą książką, którą ukradnie. Liesel przybywa do Molching, do Hansa i Rosy Hubermannów, swoich nowych rodziców. Matka jest szorstka i wyjątkowo wulgarna. Ojciec to pogodny człowiek o przyjaznym usposobieniu. Kiedy Liesel zaczyna mieć nocne koszmary, Hans postanawia nauczyć ją czytać. W końcu książki stają się jej pasją. Liesel w niedługim czasie zaprzyjaźnia się z chłopakiem z sąsiedztwa, Rudym Steinerem. Z nadejściem wojny zaczyna brakować jedzenia i podstawowych artykułów, dlatego dzieci zaczynają kraść. Jednak jedyną rzeczą, na której Liesel najbardziej zależy i jakiej najbardziej pragnie, są książki. To one, a szczególnie te pochodzące z biblioteki burmistrza, stają się celem jej rabunków. Z czasem Liesel i Rudy stają się parą nieodłącznych przyjaciół. Razem kradną, razem śmieją się i płaczą. Dzielą się ze sobą każdym wesołym i smutnym zdarzeniem, zwierzają się sobie ze wszystkich spraw i problemów. Jednak przede wszystkim – wspierają się, pomagają i ufają sobie bezgranicznie. Oboje z równym zapałem nienawidzą sytuacji, w której się znajdują – faktu, że są głodni, brudni i biedni, że ich ojcowie musieli iść na wojnę. Oboje nienawidzą Hitlera.
Markus Zusak w historię Liesel wpisuje również Żyda, Maksa Vandenburga, którego Hubermannowie ukrywali podczas wojny w piwnicy. Max jednak w końcu trafia do obozu koncentracyjnego i dopiero w epilogu dowiadujemy się szczegółowo o jego losach. Zusak nie szczędzi też obrazów Żydów maszerujących w pochodach przez Molching do obozu w Dachau. Pokazuje okrucieństwo niemieckich żołnierzy, bestialstwo, z jakim traktowali Żydów. Doskonale rysuje portrety bohaterów, dbając o szczegóły i wyjaśniając motywy ich postępowania. Jednak nie tu ukryty jest fenomen książki. Najpiękniejszym zabiegiem, jaki uczynił Zusak, jest próba oswojenia czytelnika ze śmiercią. Jak to robi? Czyni śmierć narratorem całej opowieści. Przerzucając karty powieści, ma się paradoksalne wrażenie, że w świecie otaczającym bohaterkę panuje spokój – nawet podczas nalotów, kiedy Liesel ukrywa się w piwnicy. Ta cisza jest jednak zwodnicza – kryje w sobie niespotykane pokłady emocji, które wypływają przy kolejnych rozdziałach.
Zusak nie buduje jednak w „Złodziejce książek” napięcia w sposób tradycyjny. Wiele zdarzeń, które dopiero nastąpią, uprzedza szerokim komentarzem wiele stron wcześniej. W końcu, jak tłumaczy narrator, niczym nie może nas przecież zaskoczyć – nawet śmiercią. Jest ona tylko faktem, jak każde inne wydarzenie. Język, jakim posługuje się Zusak, doskonale pasuje do poruszanego tematu i do narratora. Jest z jednej strony pełen metafor, a z drugiej – nieznośnie bezpośredni, co sprawia, że po chwilowym słownym uniesieniu czytelnik brutalnie zostaje postawiony z powrotem na ziemi.

Recenzja „Złodziejki książek”

Do przeczytania

Markus Zusak Złodziejka książek

(fragmenty)
Wychowywanie Saumensch
Muszę przyznać, że pomiędzy kradzieżą pierwszej i drugiej książki była długa przerwa. Godne odnotowania jest również to, że pierwsza książka została wykradziona ze śniegu, a druga z ognia. Nie można też pominąć podarunków. Tak czy inaczej, Liesel była posiadaczką czternastu książek, ale według niej naprawdę liczyło się tylko dziesięć. Spośród tych dziesięciu sześć pochodziło z kradzieży, jedna została znaleziona na kuchennym stole, dwie sporządził dla niej ukrywający się Żyd, a jedną dostarczyło miękkie, ustrojone na żółto popołudnie.
Kiedy zdecydowała się opisać swoją historię, rozważała dokładnie, od kiedy książki i słowa zaczęły znaczyć nie tylko to, co znaczyły, lecz wszystko. Czy stało się to wówczas, kiedy ujrzała pokój wypełniony półkami pełnymi książek? Czy może wtedy, kiedy na Himmelstrasse zjawił się Max Vandenburg z naręczem cierpienia i egzemplarzem Mein Kampf Hitlera? Czy chodziło o czytanie w schronie? O ostatni przemarsz do Dachau? […]
Być może nigdy nie poznamy dokładnej odpowiedzi, kiedy i gdzie się to zdarzyło. W każdym razie mnie to przerasta. Zanim jednak przyznamy którejś z ewentualności palmę pierwszeństwa, musimy prześledzić początki Liesel Meminger na Himmelstrasse i sztukę bycia Saumensch.
W chwili przybycia wciąż widoczne były ukąszenia śniegu na jej rękach i zmrożona krew na palcach. Ogólne niedożywienie. Piszczele jak druty. Ramiona jak wieszak. Uśmiech nie przychodził jej łatwo, ale kiedy już zdobyła się na ten wysiłek, był to uśmiech głodomora.
Jej włosy od biedy mogły uchodzić za niemiecki blond, ale oczy – oczy były niebezpieczne. Ciemnobrązowe. W tamtych czasach w Niemczech nie było dobrze mieć piwne oczy. Być może odziedziczyła je po ojcu, ale tego nie wiedziała, bo go nie pamiętała. Wiedziała o nim tylko jedno. Było to określenie, którego nie rozumiała. […]
Kiedy Liesel przyjechała do Molching, miała poczucie, że została ocalona, ale nie dawało jej to ukojenia. Czy gdyby matka naprawdę ją kochała, porzuciłaby ją na progu u obcych ludzi?
Dlaczego? Dlaczego?
Dlaczego?
Sam fakt, że znała odpowiedź – przynajmniej w podstawowym zakresie – był bezdyskusyjny. Jej matka wciąż chorowała i nigdy nie było dość pieniędzy na leczenie. Liesel wiedziała o tym, co nie znaczyło, że się z tym godziła. Choćby nie wiem ile razy słyszała, że jest kochana, porzucenie nie mogło być tego dowodem. Nic nie zmieniało tego, że była zagubionym, wychudzonym dzieckiem w kolejnym, obcym miejscu, wśród obcych ludzi. Sama.
Hubermannowie mieszkali na Himmelstrasse w jednym z małych pudełkowych domków. Kilka pokoi, kuchnia i podwórko do spółki z sąsiadami. Dom miał płaski dach i płytką piwniczkę do przechowywania zapasów. Nie była to piwnica odpowiedniej głębokości. W 1939 roku nie stanowiło to jeszcze problemu. Później, w 1942 i 1943 już tak. Kiedy zaczęły się naloty, musieli biec ulicą do lepszego schronu.
Na początku największe wrażenie robiły wyzwiska. Były takie wulgarne i pojawiały się w nadmiarze. Co chwila padało słowo Saumensch, Saukerl albo Arschloch. Tym, którzy nie rozumieją tych słów, należy się wyjaśnienie. „Sau” odnosi się do świń, Saumensch to obraźliwe, karcące i poniżające określenie istoty rodzaju żeńskiego. Saukerl odnosi się do osób rodzaju męskiego. Arschloch to tyle co „dupek”. To słowo nie przynależy do żadnej konkretnej płci. Po prostu jest.
Saumensch, du dreckiges! – krzyczała przybrana matka pierwszego wieczoru, kiedy Liesel nie chciała się wykąpać. – Ty plugawa świnio! Dlaczego nie chcesz się rozebrać?
Rosa Hubermann umiała się wściekać. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że wściekłość była stałą ozdobą jej twarzy. To dlatego zmarszczki upodobniły ją do pogiętego kartonu.
Liesel poszła się kąpać w stanie absolutnego przerażenia. Nie było mowy, żeby weszła do wanny ani nawet żeby się położyła do łóżka. Skuliła się w kącie przypominającym szafę łazienki, szukając schronienia w nieistniejących ramionach ścian. Nie było tu nic poza suchą farbą, urywanym oddechem i potokiem przekleństw Rosy.
– Zostaw ją – Hans Hubermann wtrącił się do potyczki. Jego ciepły głos torował sobie drogę do Liesel jak przez gęsty tłum. – Zostaw ją mnie.
Podszedł bliżej i usiadł na podłodze, opierając się o ścianę. Kafle były zimne i odpychające.
– Umiesz skręcać papierosy? – spytał.
Przez najbliższą godzinę siedzieli w basenie mroku, bawiąc się tytoniem i bibułkami, a Hans Hubermann palił skręcone papierosy. Po godzinie Liesel całkiem nieźle nauczyła się robić skręty. Ale nie wykąpała się.

Garść informacji o Hansie Hubermannie
Uwielbiał palić.
Jednym z powodów była
przyjemność robienia skrętów.
Z zawodu był malarzem pokojowym, umiał też grać na akordeonie. Przydatny talent, szczególnie w zimie, kiedy mógł zarabiać, występując w barach w Molching, takich jak
U Knollera.
Udało mu się oszukać mnie w czasie pierwszej wojny światowej, ale później miał trafić na drugą (perwersyjny rodzaj wyróżnienia).
Znów jednak zdoła mi się wymknąć.

Większość ludzi w ogóle nie zauważała Hansa Hubermanna. Człowiek bez właściwości. Oczywiście był mistrzem w swoim zawodzie. Jako muzyk też plasował się powyżej przeciętnej. A jednak – jestem pewien, że wy też natknęliście się na takich ludzi – zawsze pozostawał w tle, nawet stojąc w pierwszym szeregu. Po prostu był. Niezauważalny. Nieważny i niespecjalnie ceniony.
Frustracja z tego powodu, o ile możecie to sobie wyobrazić, kompletnie nie miałaby sensu. Otóż z całą pewnością miał on swoją wartość i wartość tę natychmiast wyczuła w nim LieselMeminger (dzieci bardzo często wykazują większą przenikliwość niż tępi dorośli).Zauważyła to od pierwszej chwili.
Jego sposób bycia.
Jego spokój.
Kiedy wreszcie zapalił światło w małej brzydkiej łazience, Liesel wpatrzyła się w jego niezwykłe oczy. Były łagodne i srebrzyste, jak płynna rtęć. Kiedy Liesel przyjrzała się tym oczom, zrozumiała, że Hans Hubermann jest bardzo wiele wart.

Garść informacji o Rosie Hubermann
Miała najwyżej metr sześćdziesiąt wzrostu.
I ciemne, siwiejące włosy czesała w kok.
Żeby dorobić do pensji męża, zajmowała się praniem i prasowaniem dla pięciu najbogatszych rodzin w Molching. Gotowała okropnie.
Miała wyjątkowy dar irytowania każdego, kogo spotkała na swej drodze.
Ale kochała Liesel Meminger.
Choć okazywała to w specyficzny sposób.
Najczęściej biła ją drewnianą chochlą, a w przerwach atakowała obraźliwymi słowami.

Kiedy po dwóch tych tygodniach pobytu u Hubermannów Liesel w końcu się wykąpała, Rosa o mało nie udusiła jej w uścisku. Ściskając ją, powiedziała:
Saumensch, du dreckiges! – już najwyższy czas!
Po kilku miesiącach nie było mowy o „panu” czy „pani Hubermann”. Z typową dla siebie lapidarnością Rosa powiedziała:
– Słuchaj, Liesel, od teraz możesz mi mówić „mamo”. – Zastanowiła się przez chwilę. – A jak mówiłaś do swojej prawdziwej matki?
Auch Mama. Też „mamo” – spokojnie odpowiedziała Liesel.
– No to ja będę twoją mamą numer dwa. – Rosa spojrzała na męża. – A tego tam… – wydawało się, że zbiera słowa, by jak kule potoczyć je po stole – tego Saukerla, brudną świnię, masz nazywać „papa”, verstehst? Zrozumiano?
– Tak – pospiesznie zgodziła się Liesel. Szybkość odpowiedzi była ceniona w tym domu.
– Tak, mamo – poprawiła ją mama. – Pamiętaj, Saumensch, że masz do mnie mówić „mamo”.
Hans Hubermann właśnie skończył skręcać papierosa – poślinił bibułkę i zawinął go. Spojrzał na Liesel i mrugnął. Nie będzie miała problemów z mówieniem do niego „papo”.[…]

Wykład dla Liesel
Rzeczywiście, trudno precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, jakimi ludźmi byli Hans i Rosa Hubermannowie. Dobrymi ludźmi? Poczciwymi naiwniakami? Wariatami? Dużo łatwej określić położenie, w jakim się znaleźli.

Sytuacja Hansa i Rosy Hubermannów
Bardzo kłopotliwa.
Przeraźliwie kłopotliwa.
Kiedy Żyd wchodzi nad ranem do twego domu, w samym mateczniku ruchu nazistowskiego, masz prawo czuć dyskomfort, i to na wielu poziomach. Strach, niedowierzanie, paranoja. Każdy z tych czynników gra swoją rolę i każdy sprawia, że spodziewasz się jak najgorszych konsekwencji. Pulsujący strach. Bezlitosny.
Zadziwiające, że mimo tego migotliwego strachu, jarzącego się w ciemności, udało im się nie popaść w histerię.
Mama odesłała Liesel do łóżka.
Bett, Saumensch – jej głos był spokojny i stanowczy. Niezwykły.
Po kilku minutach papa przyniósł pościel na drugie łóżko.
Alles Gut, Liesel? Wszystko gra?
– Tak, papo.
– Jak widzisz, mamy gościa – Liesel widziała w mroku tylko zarys jego wysokiej postaci. – Będzie tu dzisiaj nocował.
– Tak, papo.
Po chwili w pokoju pojawił się Max Vandenburg, bezszelestnie i skrycie. Nie oddychał. Nie poruszał się. Jednak jakimś cudem przemierzył drogę od drzwi do łóżka i znalazł się pod przykryciem.
– Wszystko w porządku? – tym razem pytanie papy było skierowane do Maksa.
Odpowiedź wypłynęła z ust gościa i przybrała kształt plamy na suficie. Kształt wstydu.
– Tak, dziękuję. – Powtórzył to jeszcze raz, podczas gdy Hans Hubermann zajmował swe stanowisko na krześle koło łóżka Liesel. – Dziękuję. […]
Max Vandenburg spędzał nieograniczone ilości czasu w towarzystwie betonu.
Minuty były okrutne.
Godziny były surowym wyrokiem.
W każdym momencie świadomości wisiała nad nim nieubłagana dłoń czasu, gotowa zdusić. Uśmiechnięta, ściskająca, a jednak pozwalająca przeżyć. Jakże okrutne może być pozostawienie kogoś przy życiu.
Hans Hubermann schodził do piwnicy co najmniej raz dziennie, na rozmowę. Rosa przynosiła okrawki chleba. Ale to Liesel trzymała Maksa przy życiu. Z początku nie chciał tego zaakceptować, ale to uczucie nasilało się z każdym dniem, gdy dziewczynka zjawiała się z prognozą pogody. Opowiadała o błękitnym niebie, o kartonowych chmurach albo o słońcu, które siedziało nad horyzontem jak przejedzony Bóg na kozetce.
Gdy przebywał sam, chciał nie istnieć. Jego ubranie było szare i wyblakłe – począwszy od spodni, przez sweter, aż do kurtki, która spływała po jego ciele jak woda. Często sprawdzał, czy skóra mu wiotczeje, czy wyparowuje i znika.
Potrzebował nowych pomysłów. Na przykład ćwiczeń. Zaczął od pompek – kładł się brzuchem na zimnym betonie i unosił. Bolały go łokcie, serce o mało nie wyskakiwało z piersi, by rozpaczliwie paść na ziemię. Kiedy był nastolatkiem w Stuttgarcie, umiał zrobić pięćdziesiąt pompek z rzędu. Teraz, mając dwadzieścia cztery lata, odchudzony o co najmniej siedem kilo w stosunku do normalnej wagi, ledwo dociągał do dziesięciu. Po tygodniu robił już trzy serie po szesnaście pompek i dwadzieścia wyprostów z pozycji leżącej. Po ćwiczeniach siadał wyczerpany pod ścianą ozdobioną rysunkami. Każde uderzenie serca czuł w zębach. Mięśnie miał miękkie jak ciasto […].
Za każdym razem, kiedy znalazła „Molching Express” albo jakąś inną publikację, [Liesel Meminger] rozpierało uczucie triumfu. Znalezienie gazety czyniło dzień udanym, a gdy jeszcze w dodatku była w niej nierozwiązana krzyżówka – szczęśliwym. Wracała do domu, zatrzaskiwała drzwi i zanosiła gazetę Maksowi Vandenburgowi.
– Krzyżówka?
– Nierozwiązana.
– Super.
Żyd uśmiechał się, przyjmując papierowy dar, i zaczynał czytać przy nędznym piwnicznym świetle. Liesel często obserwowała, jak w skupieniu czytał gazetę od pierwszej do ostatniej strony, rozwiązywał krzyżówkę, a potem zaczynał czytać od początku.
Kiedy się ociepliło, Max przestał opuszczać piwnicę. W ciągu dnia drzwi na górę zostawiano otwarte, żeby miał trochę dziennego światła z korytarza. Nie żeby hol był skąpany w słońcu, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Skąpe światło było lepsze niż żadne, poza tym musieli oszczędzać. Ilość nafty jeszcze nie osiągnęła zerowego poziomu, ale lepiej było się ograniczać.
Liesel zwykle siadała na stosie prześcieradeł. Czytała, podczas gdy Max rozwiązywał krzyżówkę. Siedzieli o kilka metrów od siebie, rzadko się odzywali, a jedyny dźwięk był odgłosem przewracanych stron. Czasem Liesel zostawiała Maksowi swoje książki na czas, kiedy była w szkole. Łączyła [ich] namiętność do gromadzenia słów.
– Cześć, Max.
– Cześć, Liesel.
Siadali i czytali.
Czasem Liesel obserwowała Maksa. Stwierdziła, że najlepiej określa go sformułowanie „blada koncentracja”. Poszarzała skóra. Bagienna otchłań w oczach. Oddech uciekiniera, nerwowy, lecz bezgłośny. Jedynie oddychająca pierś przekonywała, że to żyjąca istota.
Z czasem Liesel zaczęła zamykać oczy, prosząc Maksa, by przepytywał ją ze słów, które stale pisała z błędami, jakby chciały przed nią uciec. Potem malowała te słowa na ścianie, nawet po kilkanaście razy. Razem wdychali zapach farby i cementu.
– Na razie, Max.
– Na razie, Liesel.

Dziennik śmierci: 1942
To był rok jak każdy inny, na przykład 79 albo 1346, żeby wymienić tylko parę. Cholerna kosa, a niech ją. Powinienem sobie sprawić miotłę albo mopa. No i wyjechać na urlop.
Odrobina prawdy
Nie używam ani sierpa, ani kosy.
Czarny habit noszę tylko wtedy, kiedy jest zimno.
I nie mam czaszkopodobnych rysów twarzy, jak sobie wyobrażacie.
Chcecie wiedzieć, jak naprawdę wyglądam?
Pomogę wam.
Tylko przygotujcie sobie lustro.
Ja będę opowiadać dalej.

Markus Zusak, Złodziejka książek, tłum. Hanna Baltyn, Warszawa 2008, s. 32–37.

Po przeczytaniu cytowanego fragmentów Złodziejki książek Markusa Zusaka wykonaj polecenia.

Ćwiczenie 1.1

Na podstawie fragmentu Złodziejki książek oraz przytoczonej recenzji tej powieści opisz narrację utworu. Pomogą ci w tym na pytania:

  • Kto jest narratorem?

  • W jaki sposób opowiada historię Liesel, a jak mówi o sobie?

  • W jakim celu autor właśnie tę postać uczynił narratorem?

  • Co cię zaskoczyło w toku narracji? Jakie odczucia budzi w tobie postać narratora?

Ćwiczenie 1.2

Scharakteryzuj przybranych rodziców Liesel. Możesz to zrobić samodzielnie lub odpowiadając na pytania:

  • Jak określisz zachowanie Rosy Hubermann w stosunku do Liesel?

  • Jak sądzisz, dlaczego Liesel nie ma problemu z nazywaniem Hansa Hubermanna „papą”?

Ćwiczenie 1.3

Skomentuj cytat:

„Rzeczywiście, trudno precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, jakimi ludźmi byli Hans i Rosa Hubermannowie. Dobrymi ludźmi? Poczciwymi naiwniakami? Wariatami?”.

Znajdź po trzy argumenty za każdą sugestią przedstawioną w cytacie.

Ćwiczenie 1.4

Dlaczego państwo Hubermannowie znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji?

Ćwiczenie 1.5

Krótko opisz relacje Liesel i Maxa Vandenburga. Pomogą ci w tym pytania:

  • W jaki sposób Liesel i Max nawiązują bliższą znajomość?

  • Co ich łączy?

  • W którym momencie można powiedzieć, że rodzi się między nimi przyjaźń?

Ćwiczenie 1.6

Wyjaśnij, jak rozumiesz słowo „przetrwać”. Zapisz swoje skojarzenia, a następnie znajdź w słowniku języka polskiego definicję tego pojęcia. Porównaj definicje słownikową z własnymi przemyśleniami.

Ćwiczenie 1.7

Jak sądzisz, czym dla Maksa Vandenburga było przetrwanie? Co oznaczają dla niego określenia: „Minuty były okrutne. Godziny były surowym wyrokiem”?

Ćwiczenie 1.8

Stwórz krzyżówkę, której głównym hasłem będzie słowo „przetrwanie”, a pozostałe będą związane z powieścią Złodziejka książek. W razie potrzeby skorzystaj z samouczka.

samouczek - Jak zrobić krzyżówkę? Źródło: Contentplus.pl sp. z o.o., licencja: CC BY 3.0, muzyka: audiojungle.net.

W ciemności Agnieszki Holland

Ćwiczenie 2

Obejrzyj film W ciemności w reżyserii Agnieszki Holland. W rolach głównych występują Robert Więckiewicz, Kinga Preis i Agnieszka Grochowska. Zwróć szczególną uwagę na scenę, w której dzieci w kanałach bawią się w teatr.

Ćwiczenie 3

Skonfrontuj swoje rozważania dotyczące książki Markusa Zusaka ze sceną „teatralną” z filmu W ciemności.

Ćwiczenie 4

Wybierz jeden z poniższych cytatów na temat przetrwania i napisz, jak go rozumiesz.

Jonathan Carroll: Jeśli się uśmiechniesz, mogę oddychać; jeśli się roześmiejesz, mam dość pokarmu, aby przetrwać następne kilka dni.

Johann Wolfgang Goethe: Nie chodzi tu więc o to, czy ktoś jest słaby, czy silny, tylko czy może przetrwać miarę swojego cierpienia, moralnego czy fizycznego.

Nicholas Sparks: Usiłuję jakoś przetrwać dzień, zachowując dość siły, by stawić czoło następnemu.

Wizerunek śmierci na obrazach

Obejrzyj obrazy związane z tematyką śmierci.

Ćwiczenie 5.1

Zinterpretuj tytuły powyższych obrazów. W jaki sposób oddają one sens dzieł?

Ćwiczenie 5.2

Porównaj kolorystykę obu obrazów. Jakim światłem operują artyści?

Ćwiczenie 5.3

Co widzisz na drugim planie obrazu Jacka Malczewskiego? Zastanów sie, czy w swojej odpowiedzi możesz użyć określeń: apokalipsa, armagedon. A może bardziej pasują one do obrazu Pietera Bruegela?

Ćwiczenie 5.4

Porównaj przedstawienia śmierci z obrazów Pietera Bruegela i Jacka Malczewskiego z wizerunkiem śmierci przedstawionej przez Markusa Zusaka w Złodziejce książek. Jakie dostrzegasz podobieństwa, a jakie różnice?

Ćwiczenie 6

Poszukaj w internecie innych dzieł przedstawiających różne wizerunki śmierci i stwórz ich opisy.